niedziela, 27 grudnia 2009

Zima, śnieg, narty... - szczęście. Coś, czego nie osiągnę. Ech. Jakie to wszystko jest podłe. Kuzynostwo wybyło w Alpy, i przysłało mi zdjęcia, po których chce się beczeć. Są tam tacy szczęśliwi, delektują się stokami, widokami, szybką jazdą , a mnie...? Mnie pozostały tylko zdjęcia..., z tamtego roku, kiedy to wraz z grupą znajomych, zaszczycaliśmy swoją obecnością Szczyrk...Były to moje najpiękniejsze dwa dni. Wtedy chorowałam na pracoholizm, a więc coś podobnego do mojej aktualnej choroby, bo nie mogłam odpuścić, za bardzo się poświęcałam, z tym, że mój pracoholizm trwał 3 lata..., tu leci 6 miesiąc, i tym razem to bakterie nie odpuszczają. Na tamten czas, gdyby mi ktoś powiedział, że tak zachoruję, to zaśmiałabym mu się w twarz, i powiedziała Never !!! Nie dam się!!! Co ty za głupoty wygadujesz!!! Ja już za dużo w życiu przeszłam z ręką..., a jednak, nikt tak nie powiedział, i zachorowałam, nie zdając sobie sprawy, że skończy mi się praca, że skończy mi się wszystko, co tak uwielbiałam. Jeszcze w międzyczasie przekonałam się, jacy są niektórzy ludzie, ech  to życie..., a może moja "dziwnowatość" osobowa to sprawia? Być może, bo jakoś tak to czuję...

W każdym razie, zapis zdjęciowy pobytu ze Szczyrku wygląda tak:

Wyjeżdżająca Salanee...
Tego pana obok nie znałam, ale poznałam...
Gadatliwość ma wrodzona jest - wszakże tego...

Wypoczywająca Salanee...
Dementując, gdyby ktoś chciał coś przysolić, od razu mówię...
Zdjęcie pozowane, jak już mi się zdarzy wywalić, to uwierzcie, nie wiadomo gdzie zad mój, a gdzie głowa, o nartach nie wspomnę, żadna nie ma prawa być wpięta po upadku :)

Zamaskowana Salanee..., - pierońsko wiało..
A ja, przykładna narciarka, kominiarkę zawsze noszę!
Wtedy jestem Incognito, i mogą po mnie krzyczeć, że za szybko jeżdżę... ;)

A wieczorem:

Leżąca Salanee...

Groźna Salanee...?
Wtedy na pewno nie...
Wtedy był Peace and Love - jak widać...
Upijam się na wesoło, i na bardzo sympatycznie :D

Szczęśliwa Salanee...
Wtedy szczęśliwa..., ale drobne problemy z trafieniem w sanki były ;)


Za drugim razem: Eureka, bo  mi już sankami nie odjechali...:)

"Polegnięta"  Salanee
Nieprawidłowa próba telemarku, za duże zaspy, nie wskoczyło się idealnie przed choinkę, to się poległo..., wiecie,  jak się czuje człowiek, któremu na chwilę odbierze dech w piersiach, bo za mocno się uderzył?
Nie? To czuje się strasznie źle - wam powiem...
Pomińmy fakt, wypitych paru piw, i jakiegoś mocnego trunku, co miał rozgrzać zmarzniętych narciarzy.
Towarzysze wycieczkowi, popłakali się wtedy ze śmiechu, szydercy :)

Niewyraźna, aczkolwiek uśmiechnięta Salanee...
Wtedy już uśmiechnięta...
Druga próba zaliczona...
Ale,co miałam potem siniaka :)

Na dzień drugi:

 
To widziały oczy Salanee...
To był świat Salanee...
W tym widzi(ała) sens...
"...im piękniejszy świat wokół mnie, tym podlej się czuje..."


Syrga, życzę Ci udanego wyjazdu, i super wrażeń na Europejskim Spotkaniu Młodych. Baw się kochana,  śmiej do bólu trzewi..., i dziękuję za to, że się za mnie będziesz modlić.  Bywaj!

2 komentarze:

  1. Ja się pomodlę, a Ty walcz nadal, nie poddawaj się nawet na chwilę. Bo za rok też będą ESM, na które możemy pojechać razem, więc "zdrowiej, Bombel!" :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj nie wiem czy mogę przyjść,czy nie będę przeszkadzala caly czas myślę o Tobie - Trzymaj się!Lidia A

    OdpowiedzUsuń