Pech trwa. Zaczął się, odkąd wyszłam na przepustkę ze szpitala. Przez okres dwóch tygodni, wymieniali nam programator w windzie, i całą elektrykę. Idąc z duchem czasu, zamienili też stare tablice wzywające windę, na "nowoczesne" - tia. Tylko windy nie wymienili, i ona sama ma z 26 lat. Oddali ją do dyspozycji naszej - 23 grudnia - nie sprawdzając, czy aby na pewno,winda będzie działała sprawnie. No i oczywiście, pech chciał, że byliśmy z tatą pierwszymi zaciętymi w tejże windzie. Że też musimy mieszkać na takim wadliwym piętrze. To nie tak prosto wydostać się z tego pudła, kiedy zatnie się między pietrami, a człowiek uwięziony ma 160 cm, i zdezelowane plecy... Prócz nas, zacięło się jeszcze paru sąsiadów. Mój brat dostał etat uwalniania ich... 24 grudnia, zacięliśmy się też. Od tego czasu powiedziałam, że do windy nie wsiądę! 25 grudnia - wsiadłam znów, o ja głupia, niesłowna. Żeby uruchomić taką windę, trzeba wyłączyć główne jej zasilanie. Jeżeli się to zrobi, to wtedy błąd, który ona sobie zapisuje się kasuje, i serwisant nie wie, czego szukać. Kto ten błąd kasował? Oczywiście, że mój brat, no któż by inny, nikt na nogach chodził w święta nie będzie! Ta winda nie zacina się za każdym razem. - więc, albo masz szczęście, albo go nie masz, albo mieszkasz na 5 piętrze, i masz przerąbane!
W poniedziałek mają to zrobić na dobre, ale mnie to już nie obchodzi, bo znowu powracam do miejsca, gdzie tak bardzo nie chcę być..., chlip!
W poniedziałek mają to zrobić na dobre, ale mnie to już nie obchodzi, bo znowu powracam do miejsca, gdzie tak bardzo nie chcę być..., chlip!
Przez trzy dni walczyłam też z trojanami, które w święta szczególnie chciały u mnie zagościć. Było ciężko, ale obyło się bez reinstalacji systemu. Musiałam zmienić program antywirusowy, bo Eset mnie zawiódł. Testuję teraz Dr. Web 5.0 - usunął trojany, i teraz dzielnie pilnuje mojego Acerka.
Od dwóch dni mam też wyłączony telefon. Nie wiem, co mi się stało. Niemniej jednak, fajnie tak mieć. Nie potrzebuję go do szczęścia. Spokojnie mogłabym bez niego wytrzymać. Zobaczymy, jak długo jeszcze. Kiedyś się żyło bez telefonów, to dlaczego teraz, miałoby się nie żyć? Nie potrzebuję kontaktu ze światem, chcę odpocząć, od tej sztuczności, od zapytań jak się czujesz... Jak ja się mogę czuć... Jak się może czuć człowiek, który się nie czuje od 6 miesięcy? I co najdziwniejsze, ludzie przypominają sobie o mnie, jak mnie na ulicy zobaczą, a to ty byłaś w szpitalu - się pytają? A miałam do Ciebie napisać, ale wiesz, jakoś czasu nie było, tu zakupy, tu impreza... A od kiedy leżałaś, chyba niedawno poszłaś? Tak, niedawno, jakieś 3 tygodnie temu... - odpowiadam...
Ktoś mi powie, martwią się, czemu się ich czepiasz? Nie, nie czepiam się, absolutnie. Sztucznego zainteresowania tylko nie lubię... Wszyscy, "mieli", a nie "zrobili"- taki truizm...
Już nie wspomnę, o lekarzach chałupnikach, którzy teraz się pojawili, i znają same cudne metody na wyzdrowienie..., tylko, że niekoniecznie są one mądre. Na tym etapie chorowania, eksperymentować nie zamierzam, więc proszę, darujcie sobie rady, aby zalewać rany czosnkiem, alkoholem, trzeć cebulą..., Powariowaliście? Z takim czymś paszoł won!
I jeszcze zęby mnie bolą, znowu nic nie mogę jeść. Fuck!
I jeszcze sobie z tego wszystkiego wrzuciłam papierosa do kawy, bo mi się z popielniczką pomyliło, i bym się nie zorientowała, gdyby nie charakterystyczne tssss - to jest tak, jak się urzęduje po ciemku... Moja kawa! A buu...!
I głowa mnie boli też...
Samopoczucie Salanee: 0
Salanee się chyba kończy...
Od dwóch dni mam też wyłączony telefon. Nie wiem, co mi się stało. Niemniej jednak, fajnie tak mieć. Nie potrzebuję go do szczęścia. Spokojnie mogłabym bez niego wytrzymać. Zobaczymy, jak długo jeszcze. Kiedyś się żyło bez telefonów, to dlaczego teraz, miałoby się nie żyć? Nie potrzebuję kontaktu ze światem, chcę odpocząć, od tej sztuczności, od zapytań jak się czujesz... Jak ja się mogę czuć... Jak się może czuć człowiek, który się nie czuje od 6 miesięcy? I co najdziwniejsze, ludzie przypominają sobie o mnie, jak mnie na ulicy zobaczą, a to ty byłaś w szpitalu - się pytają? A miałam do Ciebie napisać, ale wiesz, jakoś czasu nie było, tu zakupy, tu impreza... A od kiedy leżałaś, chyba niedawno poszłaś? Tak, niedawno, jakieś 3 tygodnie temu... - odpowiadam...
Ktoś mi powie, martwią się, czemu się ich czepiasz? Nie, nie czepiam się, absolutnie. Sztucznego zainteresowania tylko nie lubię... Wszyscy, "mieli", a nie "zrobili"- taki truizm...
Już nie wspomnę, o lekarzach chałupnikach, którzy teraz się pojawili, i znają same cudne metody na wyzdrowienie..., tylko, że niekoniecznie są one mądre. Na tym etapie chorowania, eksperymentować nie zamierzam, więc proszę, darujcie sobie rady, aby zalewać rany czosnkiem, alkoholem, trzeć cebulą..., Powariowaliście? Z takim czymś paszoł won!
I jeszcze zęby mnie bolą, znowu nic nie mogę jeść. Fuck!
I jeszcze sobie z tego wszystkiego wrzuciłam papierosa do kawy, bo mi się z popielniczką pomyliło, i bym się nie zorientowała, gdyby nie charakterystyczne tssss - to jest tak, jak się urzęduje po ciemku... Moja kawa! A buu...!
I głowa mnie boli też...
Samopoczucie Salanee: 0
Salanee się chyba kończy...
Update:
Na opatrunku było tragicznie. Wszystko się powtarza, znowu sprawiają mi taki ból, znowu leje się dużo łez :(
Czas zacząć się pakować :(
Chociaż, chcieli mnie już dzisiaj zostawić, ze względu na me samopoczucie i wygląd ran... Podobno, jestem też prześwitująco - trupio - blada, z wielkimi podkowami. Nie wiem, czy to komplement, czy co to jest...Najkorzystniej to ja może nie wyglądam, ale tego się w życiu nie da wybrać.
Jak się siedzi do północy to potem się gasi pety w kawie;).
OdpowiedzUsuńDuchu? To chyba aż tak późna godzina nie była :)
OdpowiedzUsuńPoza tym, każdemu może się zdarzyć, że se popielniczkę z kubkiem pomyli, tym bardziej, jak nie patrzy, gdzie rzuca, bo nie widzi, z racji tego, ze:
a) nie ma okularów
b) było ciemno... :D
c)była późna pora d)cały dzień przed kompem to i się nie widzi dobrze e)zapewne było "klik,klik" z kimś f)...? ;)
OdpowiedzUsuńAd c)Niektórzy jeszcze później urzędowali :)
OdpowiedzUsuńAd d)Cicho..., nie cały, nie cały :D
Ad e)Pudło :) Tylko z "W" konwersuję, na
szerszą skalę..., inni ograniczają się do linków, w których ukryte są przesłania życzeniowe, czasami z wirusami, czasami zwykłe linki, czasami filmowe. Zwykle na to nie odpowiadam, no chyba, że zostaję zmuszona, aby zagrzmieć, wczoraj grzmiałam, więc dobrze, że "W" pozostawał w ukryciu :)
W. oglądał Serrallonge ,ale od czasu do czasu łypał ślepiami to tu ,to tam;).Opis też widział i wolał pozostać w chaszczach,choć wcale się nie bał;).
OdpowiedzUsuńW. pozostał w chaszczach, i się nie bał? No, cóż..., to się Salanee bardzo rozczarowała...
OdpowiedzUsuńZ pozoru wredna, szydercza, powinna być też straszna, trzeba jej się bać, jak ona sama grzmi. Wszak ona sama siebie się boi. No, ale powszechnie wiadomo, że to tylko taka maska, którą Salanee przybiera w krytycznych momentach swojego życia... Zabrzmiało poważnie ;)