sobota, 28 sierpnia 2010

Dzisiejszy dzień jest nijaki, do tego dochodzi deszcz, i ogólnie panuje jesienna aura. Od pewnego czasu posiadam straszne wahania nastrojów, nie wiem czym one są spowodowane, ale nie są dla mnie dobre, bo nie nastrajają optymistycznie do działania, - jakiegokolwiek, i chociaż miewam przebłyski normalności, to jednak zatracają się gdzieś w drodze ku lepszemu? Strasznie się ze sobą męczę, brakuje mi tak wielu rzeczy, nie potrafię nawet ogarnąć, czego chcę, czego wymagam. Niby człowiek prosty ma być, a tu jednak wcale nie jest łatwo. Ubierać słowa w zdania, żeby sam piszący mógł zrozumieć, co pisze..., dziwne to jakieś takie. Tłumaczę się chyba sama przed sobą, nakręcam się? Nie, ja po prostu już taka jestem i jakbym się starała, nie potrafię być inna. Na dłuższą metę jest to strasznie uciążliwe, bo ja chciałabym nie przejmować się, olewać wszystko, i żyć każdym dniem bez rozmyślań, zamartwiania, i tego typu podobnych rzeczy, jednak jak się ma za dużo czasu dla siebie, to jakby się człowiek nie starał, nie wyjdzie mu bycie kim innym niż jest, albo chce być. Ulgę sprawia mi napisanie tych paru słów, wyrzucenie z siebie, ubolewam tylko nad tym, że nie posiadam tej siły zapomnienia, którą tak bardzo chciałabym mieć. Cóż, bywa i tak, człowiek zbyt wrażliwy = wieczne problemy. I tak się właśnie ze sobą czuję, jakby we mnie siedział jeszcze szkodnik, który powolutku mnie unicestwia... I proszę się o mnie nie martwić, pewnie mi przejdzie, jak wszystko, baby, ach te baby...

Weekend, a wraz z nim przybywa do mnie Amelka, mały łobuz, z którym spędzę całe dwa dni, nie wiem jak to będzie, czy nie wysadzimy domu w powietrze, albo jeszcze czego innego,ciekawszego nie wymyślimy, myślę, że będzie fajnie, że umili mi trochę ten deszczowy czas swoimi tekstami, po których buzia sama złoży się w podkówkę, ale nie tę smutną, a oczy nabiorą szklistości, ale nie ze smutku. Może wybierzemy się poskakać po kałużach? Nie ma chyba większej przyjemności dla dziecka. Może też zrobimy sobie sałatkę owocową, którą potem spałaszujemy, aż się nam będą uszy trzęsły, może pobawimy się w chowanego, albo w patrzy – nie patrzy, może porysujemy, albo porozmawiamy z Jacusiem. Byle do jutra wytrzymać, ech.



„Ta piosenka jest zrobiona z tego miasta odpadków. Ze śmieci, gruzów, kawałków pozostałych po wypadku, a ta piosenka jest zrobiona z tego, co już niepotrzebne z opuszczonego, wyrzuconego, zapomnianego bezwiednie...”



Dziekuję Wam, że dajecie o sobie znać, że trzymacie kciuki za pozbycie się nałogu.
Dzisiaj drugi dzień, trzymam się :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz