Co niedzielę podczas Mszy Świętej mam przed oczami ten sam obraz. Przychodzi para starsza, to znaczy kobieta ma gdzieś ok 60ciu lat, mąż może też. Nie dość, że zawsze się spóźniają, chociaż mieszkają bardzo blisko kościoła, to jeszcze kobieta nałogowo żuje gumę, jak krowa dosłownie. Pech chce, że stają tak, że nie mogę od niej oderwać oczu i kusi mnie, żebym zwróciła jej uwagę. Jest to dla mnie całkowity brak szacunku dla miejsca, w którym się znajduje! Kobieta nie uczestniczy także w nabożeństwie, tylko skupia się na żuciu tej cholernej gumy, na obserwowaniu jak inni są ubrani. Jakby chciała odbębnić te 45 minut bez poświęcenia czasu Panu Bogu. Po co tacy ludzie chodzą do kościoła? Zresztą, nie ona jedna. Tam, gdzie stoję (tylko ze względu na dyskomfort psychiczny i zapach z rany rany stoję w chrzcielnicy) jest więcej "takich" obywateli, którzy są, bo są, ale jakby ich nie było. I kiedy uczestniczę na głos, wszyscy jakby zdziwieni, że się odzywam. Irytują mnie także pary z dziećmi. I tak nic z mszy tacy ludzie nie wyniosą, bo zajmują się krzyczącym tudzież głośno tuptającym maluchem. Dzieci ciut starsze przynoszą na mszę kilka zabawek, z reguły jakieś samochodziki i puszczają między sobą. Noż kutwa, ja rozumiem, że nie mają co z dziećmi zrobić, że trzeba to uszanować, ale bez przesady! Kiedyś miałabym wielkiego bulwersa i broniłabym takich par, ale teraz widzę, że im takie coś jest na rękę, wcale nie chcą się poświęcić Bogu...Ech, przykre to wszystko. Ja bardzo lubię pójść na Mszę Świętą. Mam czas na wyciszenie, na przemyślenie wielu spraw, na uczestniczeniu, tylko czasami przez te wrzeszczące dzieci niewiele słyszę, bo moja parafia różni się od innych kościołów... Za niedługo Wielki Post. Powoli robię rachunek sumienia i zacznę pościć na swój sposób. Jest mi to potrzebne.
Popołudnie spędziłam sobie chodząc - dosłownie. 7 km przeszłam z największą przyjemnością. W uszach towarzyszył Peter Gabriel i przyjaciele. Miałam spokój, byłam sama ze sobą, nie myślałam o problemach, tylko szłam, zimne powietrze obijało się o moją twarz, było przyjemnie. Ostatnio sama siebie zaskakuję, kiedyś nikt by mnie na taki spacer nie wyciągnął. Co się zmieniło? Ja, moje podejście do życia - mojego życia. Wprowadziłam wiele zmian, które na pewno wyjdą mi na lepsze. Lubię swoją samotność, lubię nie czuć dyskomfortu lecz chciałabym też, żeby w końcu ten dyskomfort poszedł sobie paszoł won, na zawsze!
Muszę jeszcze poczekać - wiem.
Muszę jeszcze poczekać - wiem.
A teraz pozwolę pleckom wypocząć.

Tacy ludzie są niestety wszędzie.
OdpowiedzUsuńTeż znam takich, którzy mieszkają tuz przy kościele, a zawsze przychodzą w połowie drugiego czytania.
Żucia gumy nie znoszę.
Jeśli ktoś załatwia ze mną jakąś sprawę żując gumę, jest stracony na samym początku.
To nieestetyczne, niekulturalne, nieładne, obrzydliwe.
Oznaka braku szacunku i wychowania.
Pozdrawiam cieplutko :)
Co do skupiania się na Bogu... Kiedyś czytałam taką ankietę i to zrobioną na dużej populacji naszego społeczeństwa. Z niej wynikało, że praktycznie co trzeci Polak to w rzeczywistości deista. Niby ci ludzie wierzą w to, że istnieje Bóg, ale tak naprawdę nie ma ten fakt dla nich żadnego znaczenia. A ilu chodzi do kościoła, żeby sąsiedzi widzieli? Albo z przyzwyczajenia? Albo tak jak piszesz, żeby popatrzeć się na innych jak są ubrani? Albo po prostu ze strachu, bo co inni powiedzą jak nie pójdę? Polacy nie znają Ewangelii, taka jest prawda o naszym "chrześcijańskim" narodzie i prawdę mówiąc, większość jest na nią dość oporna. Bo zewnętrzna religijność jest prostsza.
OdpowiedzUsuńA zachowanie starszych ludzi jest dla mnie czasem mocno niezrozumiałe. Choćby w kolejkach w supermarkecie. Malutka kolejka, góra 3-5 osób, półki pełne i w ogóle, a ci się złoszczą. Zapomnieli już, jak to było jak się stało w kolejkach na zimnie nie 15 minut, ale 15 godzin albo i więcej? I jak prawie wszystko było na kartki?
Albo inny przykład, z mojego krakowskiego podwórka. Agresja, niczym nieuzasadniona, podczas wysiadania z tramwaju. Wypychają nieraz młodszych albo ludzi w tym samym wieku co oni.
Pozdrawiam serdecznie :)
Aldi, dokładnie, przecież rozmawiając można się powstrzymać od żucia...
OdpowiedzUsuńZim, niegdyś i ja byłam taką właśnie deistką - nie ukrywam, wierzyłam, że jest Bóg, ale nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Chodziłam do kościoła, ale nic z niego nie wynosiłam. Teraz jest inaczej, zmieniłam się..., nie ukrywam, że twój blog i Jakuba, bardzo pomaga mi w tej przemianie :)
Co do ludzi starszych. Sytuacja z Careffura (jak się to to pisze), stoję w kolejce przy kasie, kasjerka prosi, abym przezywała ludziom, że kasa już zamknięta, niech idą do innej. Przytakuję. Pochodzi starszy pan, przekazuję mu informację, a on, że a to pani mnie jeszcze obsłuży. Kasjerka zwraca mu uwagę, że ona musi zejść z kasy, ma przerwę, nie może czekać, bo jej się należy, a Pan, że jego to nie obchodzi, mało kas jest czynnych, niech przekaże kierownikowi, żeby otworzył inne, to on wtedy pójdzie gdzie indziej. Kasjerka mówi, że takie zażalenia to musi sam złożyć, ona tylko pracuje i ma właśnie mieć przerwę... Starszy pan nie odchodzi, mało tego, za nim przychodzi kolejna pani, a on specjalnie nie mówi jej, że kasa jest zamknięta. Włączam się ja i mówię kobiecie, że kasa zamknięta, niech przejdzie do innej. Kobieta wielki bulwers, że jak ona tu przyszła, to już tu zostanie, nie będzie nigdzie łazić, a kasjerce chyba różnicy nie zrobi, jak ją tu skasuje, a jak jej nie pasuje, to ona może zostawić towar i wyjść. Mówię kobiecie, że kasjerka właśnie skończyła swoją pracę, trzeba uszanować ją, już nie jako pracownika, tylko człowieka... Starszy pan poczerwieniał, kobieta się nie odezwała, a kasjerka do kobiety, jak pani nie pasuje, to przepraszam bardzo, mnie się należy przerwa, jak pani chce, może pani zostawić te zakupy tutaj, ja je później odniosę na półki. Przykro mi bardzo, nie skasuję pani... Żal było mi zarówno kasjerki, jak i tej kobiety. Miała może 3 produkty, ja bym ją skasowała, no ale gdyby tak każdy z kilkoma produktami przychodził, to kasjerka by w życiu na przerwę nie poszła, a wiemy jak jest w marketach... Z drugiej strony, starsi ludzie myślę, że wszystko im wolno, a młodzi się nie znają..., więc można nimi pomiatać...