Tydzień dobiega końca. Powoli zdrowieję, to znaczy, głos odzyskałam, ale kaszel nie chce odpuścić. Jest tak męczący, że boli mnie przepona i w momencie, kiedy chcę zakasłać, robię to jak ostatni paralityk. Grunt, że gorączka odpuściła, reszta też dojdzie do siebie (mam nadzieję). We wtorek miałam umówioną wizytę u dentysty, niestety musiałam ją przełożyć. Nie byłam w stanie usiąść na fotelu i nie kaszleć przez całą procedurę borowania zęba. Na tamten czas pobyt w zamkniętym pomieszczeniu, powodował nagły atak kaszlu, a co dopiero siedzenie z otwartą paszczą. Następna wizyta w przyszły wtorek, mam nadzieję, że już nic nie pokrzyżuje moich planów, bo ząb daje znać, że trzeba mu pomóc i nie jest to dla mnie zbyt komfortowe.
Wczoraj miałam komisję lekarską o ustalenie stopnia niepełnosprawności. Lekarz ustalający ten sam, co zawsze, ten sam, co zbagatelizował moje leczenie, kiedy chciałam mieć jak najbardziej sprawną rękę, ten sam, co nie potrafił dobrze prowadzić leczenia i teraz nie mam głowy kości łokciowej lewej... Rozmowa była krótka, papiery, dostarczone tam przeze mnie wcześniej, dotyczące mojej aktualnej choroby, chyba w ogóle nie zostały przez niego przeczytane ( a podobno miał się wcześniej zapoznać), gdyż nie był zorientowany w sytuacji. Musiałam sama mówić o tym, co ze sobą na plecach przyniosłam. Gdyby nie ja, pewnie w ogóle nie wziąłby tego pod uwagę. Siedziałam tam ok. 2 minut. Dla mnie to lekki szok, że na takiej podstawie oceniają chorych, którzy po coś w końcu na tę komisję przychodzą... Po wejściu do gabinetu wychodzi brutalna prawda - MAMY WAS W DUPIE! Porażką największą było czekanie na wizytę u psychologa..., marnotrawienie czasu, Pani w ogóle niekompatybilna z ludźmi i ich problemami ... Odbiór orzeczenia za tydzień. Ciekawe, czy ktoś zostanie cudownie uzdrowiony...
A dzisiaj? Dzisiaj chyba był dla mnie najważniejszy dzień. Wizyta w Siemianowicach. Pogoda dopisała, dojechałam do szpitala bardzo szybko. Kolejki do doktorów nie było, więc jak szybko przyjechałam, tak szybko weszłam do gabinetu, a tam..., dobre wieści. Posiewy pobrane miesiąc temu, bakterii nie wykazały!!! To już drugi taki posiew. Mówią, że do trzech razy sztuka. Dzisiaj posiew też został pobrany, i jak kolejny bakterii nie wykaże, prawdopodobnie nie będę musiała włazić do komory hiperbarycznej, tylko od razu położą mnie na stół i usuną nieprawidłową tkankę, gdyż to jej nieprawidłowa struktura jest przyczyną, organizm nie może zagoić takiego czegoś, bo jest to chore. Rana daje zapachy, ale dlatego, że przerośnięte tkanki zaczynają gnić. Jak się tego pozbędą, będę wolna! Wiecie, co to oznacza? Ja widzę, że za niedługo skończę leczenie, że być może nie będę musiała tam dojeżdżać codziennie, że w końcu będę mogła zapominać. Oby kolejny posiew nie wykazał bakterii, proszę, proszę, proszę... Generalnie, jaki lekarz mnie tam nie przyjmuje, to i tak plan jest taki sam, usunąć to, co chore. Wg. lekarzy z mojego miasta, to się samo zagoi, nic nie robić... Wychodzi teraz, którzy bardziej dla pacjenta. W Siemianowicach jest taka miła atmosfera, nikt tam nie olewa pacjenta, u mnie w mieście mam wrażenie, że w stosunku do mnie odpuścili, olali moją chorobę. Gdyby nie Siemianowice, chodziłabym pewnie do swojego dochtóra w nieskończoność, a on sam nie robiłby nic, bo przecież to się samo zagoi, tia! Już mu nie ufam..., to że mnie lubią, to nie wszystko..., nie robią nic, żebym wyzdrowiała, a tak naprawdę, drogę w kierunku zdrowia mam na wyciągnięcie ręki...
Rozbiłam dzisiaj lusterko. Kurczę. Niby nie wierzę, ale gdzieś tam przez głowę przelatuje: BĘDZIESZ MIAŁA 7 LAT NIESZCZĘŚĆ!!! Ja nie chcę, nie chcę, nie chcę! ;)
Jakubie, miałeś rację - wszystko się musi udać :D
Eh, tak to już bywa... Nie czytają, nie popatrzą. Czasem aż strach pomyśleć. Właśnie sobie czytam "Pamiętnik astmatyka", relacja z czasów stanu wojennego i lat nieco późniejszych. I chyba pod tym względem komisje nic się nie zmieniły. Różnica polega tylko na tym, że kiedyś mogłaś sobie pojechać nawet i do "demoluda" do sanatorium. A teraz... W Polsce są ceny niesamowite, a co dopiero mówić o Węgrzech czy Czechach.... Przy czym samo zdobycie skierowania graniczy z cudem.
OdpowiedzUsuńAlbo leki. Kiedyś nie było leków, ale były pieniądze. Teraz jest odwrotnie - są leki, nie ma pieniędzy...
Ale co poradzić, żeby nie narzekać, powiem tylko jedno że jest dobre - że można narzekać :)
No to taki mój polityczno-społeczny komentarz, mam nadzieję że nie zanudziłam :)
Pozdrawiam cieplutko i w razie czego wal do mnie śmiało ze zdjęciami wiosny :)
Zim, oczywiście, że jak tylko nie zapomnę zabrać oka obiektywu, dopadnę wiosnę i podzielę się zdjęciami :D
OdpowiedzUsuńtak, Sanatoria są nieosiągalne, a ja bym z chęcią pojechała się troszkę odnowić po takim czasie chorowania :)
Życząc Tobie zdrowia zaprasza ciebie Grześ do współpracy w Internetowej Fundacji Syneloi, której zadaniem jest zajmowanie się dbaniem o zdrowia jej podopieczny w taki sposób by wyrastały im utracone zęby.
OdpowiedzUsuń