poniedziałek, 9 listopada 2009

Jak ja nie lubię poniedziałków, i to nie ma znaczenia, czy muszę wstać do pracy, czy w ogóle nie muszę wstawać, nie lubię i już! Źle się czuję, chyba zbiera mnie jakieś choróbsko. Jestem taka słaba, nic mi się nie chce, nie mam siły normalnie funkcjonować. Zaciek na plecach nie daje mi w nocy spać, jak uda się usnąć na 3 godziny to jest dobrze, żeby się człowiek chociaż mógł położyć,  a tu  nie da się, trzeba na siedząco, bo naprężenie mięśni pleców przy próbie położenia, daje niewyobrażalny ból, na który nie pomagają żadne środki przeciwbólowe. Naprawdę mam już tego dość. Ja już tego dłużej nie wytrzymam...Samopoczucie (-10)
Jeszcze pogoda tak bardzo optymistyczna za oknem, że nic tylko z niego skoczyć, tudzież wleźć pod jakiś samochód, żeby się już nie męczyć... Opatrunek zaliczony, powtarza się sytuacja z przed szpitala - sama zmiana kompresów sprawia mi ból... Kolejna wizyta w czwartek, tym razem już lekarz będzie wiódł prym. Siostra kazała być dobrej myśli. Jej się dobrze mówi, ona nie walczy z tym już  5 miesięcy. Za każdym razem ma być dobrze... za każdym. Antybiotyk, który teraz zażywam chyba ma mnie w nosie, bo nie chce zacząć działać, boli mnie po nim żołądek,oczywiście może być taki skutek uboczny, ale ja mam jeszcze parę innych też. Kupuje człowiek lek za 80 zł, i można go za przeproszeniem wsadzić sobie w to miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, bo organizm tego nie toleruje. Niby kazali skontaktować się z lekarzem w razie takiej sytuacji, ale tabletki mam i tak do czwartku, może jakoś dam rady. Zależy mi na skończeniu serii...
Goni mnie też praca, są naciski, że muszę wracać. Chciałam od przyszłego poniedziałku, ale jak ja przejadę 145 km, gdzie u mnie w mieście na każdej dziurze, przy każdym hamowaniu cierpię. Wszystko nie tak ...


3 komentarze: