piątek, 20 listopada 2009

Pewnego, słonecznego, sierpniowego dnia, wybraliśmy się do Ustronia. Cel - Równica. Był to okres grzybobrania, więc mogliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym. Ja, nie znałam się zupełnie, ale miałam nauczyciela, który pokazał mi, jak wyglądają podgrzybki - od tego czasu moje oczy  wytrzeszczyły się, a źrenice zasłoniły całą zieleń oka ;)  Wszędzie widziałam podgrzybki, nie było dla mnie rzeczy niemożliwych, zaglądnęłam w każdy kąt, tylko raz nie zdałam sobie sprawy, że wyjść jest łatwo - gorzej z zejściem, szczególnie wtedy, kiedy ma się tylko jedną rękę sprawną  w 100%. Niemniej jednak,  mój cel był jeden, i już nic mnie nie mogło powstrzymać. Zostało to uwiecznione na zdjęciach, ku przestrodze, że Zuskę, czyli mua - nie wszędzie można puścić  ;)

Nic nie zapowiadało tego, co miało nastąpić poniżej...



 Widzę tam podgrzybka, idę po niego!


Eureka!


O, jaki fajny konar, a co mi tam, wejdę :)


O, cholera! Nie zejdę!



Kisioł, no pomóż!!!



@%&*&;#%^ !!!


Jeszcze troszkę..., i  Zuska, skacz!!!


Skok na wagę życia, nie zaznaczyłam telemarku , ale ręce w odpowiedniej pozycji ;)
Już więcej nie łażę po żadnych konarach!



.

Morał...
... ale ja nie dam rady, no ja?

2 komentarze:

  1. Komentarz powinien być wyżej. Zawsze patrz na górę, nie na dół,a poza tym się nie czepiam.

    OdpowiedzUsuń