Pewnego, słonecznego, sierpniowego dnia, wybraliśmy się do Ustronia. Cel - Równica. Był to okres grzybobrania, więc mogliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym. Ja, nie znałam się zupełnie, ale miałam nauczyciela, który pokazał mi, jak wyglądają podgrzybki - od tego czasu moje oczy wytrzeszczyły się, a źrenice zasłoniły całą zieleń oka ;) Wszędzie widziałam podgrzybki, nie było dla mnie rzeczy niemożliwych, zaglądnęłam w każdy kąt, tylko raz nie zdałam sobie sprawy, że wyjść jest łatwo - gorzej z zejściem, szczególnie wtedy, kiedy ma się tylko jedną rękę sprawną w 100%. Niemniej jednak, mój cel był jeden, i już nic mnie nie mogło powstrzymać. Zostało to uwiecznione na zdjęciach, ku przestrodze, że Zuskę, czyli mua - nie wszędzie można puścić ;)
Nic nie zapowiadało tego, co miało nastąpić poniżej...
Widzę tam podgrzybka, idę po niego!
Eureka!
O, jaki fajny konar, a co mi tam, wejdę :)
O, cholera! Nie zejdę!
Kisioł, no pomóż!!!
@%&*&;#%^ !!!
Jeszcze troszkę..., i Zuska, skacz!!!
Skok na wagę życia, nie zaznaczyłam telemarku , ale ręce w odpowiedniej pozycji ;)
Już więcej nie łażę po żadnych konarach!
Już więcej nie łażę po żadnych konarach!
.
Morał...
... ale ja nie dam rady, no ja?




Czepiasz się :-)
OdpowiedzUsuńKomentarz powinien być wyżej. Zawsze patrz na górę, nie na dół,a poza tym się nie czepiam.
OdpowiedzUsuń