czwartek, 19 listopada 2009

Późna noc, wszędzie głucho i ciemno. Zza ścian, wydobywają się naprzemienne oddechy, połączone z mlaskaniem, co jakiś czas - to moi rodzice w głębokich fazach snu. Obok drzwi, nocuje Sonia, właśnie jej się śni, że gdzieś biegnie, bo macha łapami i szczeka przez sen - ten szczek jest niewyraźny, ale jest.  Zza okna ,co jakiś czas słychać miauczenie włóczącego się kota, pewnie biedakowi zimno...W kaloryferze gra woda, tykają zegary,  tylko jedna osoba nie może sobie znaleźć sposobu, aby jakoś zasnąć. Gdyby ktoś w tym czasie z domowników wstał, umarłby na zawał widząc mnie, a raczej to, jak wyglądałam - przykryta kocem, zgięta w pół, posuwająca jedną nogę za sobą, bo  nie jestem nią w stanie ruszyć, i snująca się po mieszkaniu, jak cień wszystkich nieszczęść, tylko wtedy mniej bolało... To jest straszne. To jest ból, którego nie da się opisać, wbija się wewnątrz ciała, wiercąc przy tym niemiłosiernie, paraliżując wszystkie części ciała. Próbowałam zasnąć, udało się do 1  -  co niektórzy mają rację,  film usypia, i czasami zamiast do komputera warto usiąść przed telewizorem. Od 1, 4 tabletki przeciwbólowe nic nie dały - to nie ten ból. Aż strach pomyśleć, do czego człowiek może być zdolny. Taki ból czasami doprowadza do ostateczności, przez głowę przechodzą różne myśli, większość tych złych. Ile człowiek może znieść? Nie wiem, wiem tylko, że ja - odporna na ból, potrafiąca dużo znieść - nie daję rady. Skala bólu 9 ( zakres 1-10). Przyczynę tak wielkiego bólu chyba powoli poznaję... Ujście, które zostało wytworzone, żeby brudy ściekały - zatkało się... znowu wróciłam do punktu wyjścia...


1 komentarz: