Sobota - Ameryki tym słowem nie odkryłam - wiem. Wczorajszy dzień zaliczam do straszliwie leniwych, chyba udzieliło mi się samopoczucie cierpiących. Dodatkowo, mieszanka wybuchowa, którą sobie zaaplikowałam, sponiewierała mój żołądek, a ja, jak zwykle, nie miałam żadnych tabletek, które mogłyby mi pomóc. Apteczka w moim domu ma stany zerowe. Może to i lepiej, przynajmniej nikt sobie chorób nie szuka - no, może prócz mamy, jej dolega już wszystko - tak mówi... Wracając do realności. Coraz gorzej jest mi chodzić, nie jestem w stanie ustać 10-ciu minut, wyjście po schodach jest nierealne, wejście do samochodu wymaga ode mnie niesamowitej gibkości, przy czym nie mogę napinać mięśni, bo wtedy pojawia się ból nie do zniesienia, a jazda powyżej 40 km/h nie wchodzi w grę, i nie mówię tu o prowadzeniu pojazdu, absolutnie. Jestem w szoku, że to tak szybko się posuwa, że z dnia na dzień, jest coraz gorzej., jeszcze te stany gorączkowe mnie dobijają. Walka o odnowienie leukocytów trwa - staram się, aczkolwiek podobno nie jest tak prosto. Wczoraj sobie nie pomogłam, i dzisiaj nie za bardzo coś mi chce wejść do żołądka. Zęby znowu dały o sobie znać, podniebienie nadal pokaleczone, dzisiaj popękały mi jeszcze kąciki ust - sypię się...., brakuje tylko świńskiej grypy... No, za co to wszystko, aż taka jędza ze mnie jest? ... Proszę nie odpowiadać, to było pytanie retoryczne ;)
Znowu musiałam udać się z tatą na zakupy, było ciężko, nawet bardzo, jednak nie miałam wyjścia, bo potrzebowałam jeszcze paru rzeczy, a o prezencie dla Misia na Mikołaja nie wspomnę. Szkoda, że nie będę jej go mogła wręczyć ;( Musiałam też ogarnąć mieszkanie, a ściślej - mój pokój, bo przez to, że Amelka bywa tu codziennie, nie mogę się w nim odnaleźć. Wszystko jest nie tam, gdzie być powinno. Dzisiaj np. w lampce, którą mam koło łóżka, znalazłam elementy mandarynki. Ciekawe, kto to tam wrzucił, na pewno nie byłam to ja... Jak tylko mały bąk wróci z Wrocławia, to ja się jej zapytam, kto mi to zrobił. Już widzę ten szyderczy uśmiech, i to szybkie przebieranie nóżkami, kiedy będę chciała ją złapać celem gilgotania za karę. Cioci pokój, to nie śmietnik, nie wolno wyrzucać byle gdzie tego, co nie zmieścił brzuszek... Będę musiała z nią o tym poważnie porozmawiać, i już widzę to kiwanie główką: Tak Aga, tak, masz rację, ale swoje będę robić... Kurcze, skąd ja to znam? Już nie wspomnę o zalanych herbatą częściach pokoju..., ale w sumie to mogę wybaczyć, nauczyłam ją stukania się na zdrowie szklankami,więc mam teraz za swoje...
Kurczę...wszyscy dzisiaj będą imprezować, a ja nawet nie mogę się ruszyć. Smutno, bo też bym chciała gdzieś sobie wyjść, aby nie myśleć o tym wszystkim, co mnie czeka w poniedziałek, i nie daje mi to spokoju... Później, ludzie będą przygotowywać się do świąt, będą się cieszyć, a ja... w szpitalnych murach pośród chorych ludzi, a za oknem będę widzieć tylko trochę drzew, i oddział psychiatryczny..., i codziennie będą mi robić krzywdę... Ech, znowu się rozklejam...
Kurczę...wszyscy dzisiaj będą imprezować, a ja nawet nie mogę się ruszyć. Smutno, bo też bym chciała gdzieś sobie wyjść, aby nie myśleć o tym wszystkim, co mnie czeka w poniedziałek, i nie daje mi to spokoju... Później, ludzie będą przygotowywać się do świąt, będą się cieszyć, a ja... w szpitalnych murach pośród chorych ludzi, a za oknem będę widzieć tylko trochę drzew, i oddział psychiatryczny..., i codziennie będą mi robić krzywdę... Ech, znowu się rozklejam...
Nie wszyscy,nie wszyscy;).Zostaję z Tobą;).
OdpowiedzUsuń;)
OdpowiedzUsuńAga - przytulam i również zostaję ;)
OdpowiedzUsuńKala
Każdy został, a nikogo nie ma, ot ciekawostka ;)
OdpowiedzUsuńJak to nie ma ?;)Siedzi i czyta;)(i pisze też;)),a wcześniej oglądał rosyjski film;).
OdpowiedzUsuńNo dobrze, się pomyliłam :D... tylko jakoś wosku zapomnieliśmy rozlać, może wyszłoby co dobrego?
OdpowiedzUsuńA rosyjskie filmy... kształcą ;)