czwartek, 12 listopada 2009

Wczorajszy dzień, nie był dla mnie zbyt łaskawy. Pójście do chirurga, decyzja o natychmiastowym nacięciu powstałego ropnia... Chociaż z drugiej strony dobrze, że  tak się stało, i nie muszę żyć z perspektywą pójścia do szpitala. Poczułam wyraźną ulgę, bo tego się bałam najbardziej, ale też zrodziła się we mnie niepewność, czy jestem już tak beznadziejnym przypadkiem, że można  mnie tylko naciąć, założyć sączki, i czekać, aż się samo wyczyści?  Potem przyszła noc, i ona pokazała mi, że to nie tak prędko lepiej się poczuję. Ból tak duży, że postawił mnie na nogi o 4, do tego gorączka 39 stopni, i żeby jeszcze było śmieszniej, minimalne poruszenie sprawiało, jakby mnie ktoś dziurawił nożem...Człowiek jest istotą odporną, ale tyle bólu nie da się  znieść, po prostu nie jestem  już w stanie... W rozmowach prywatnych mam sugerowane, żebym udała się z tym gdzieś dalej, ale gdzie znaleźć odpowiedniego lekarza, i kto się tego podejmie, skoro ja mam już na karku 5 miesięcy chorowania,nadal są przetoki, sączy się coś, co nie powinno się sączyć z organizmu człowieka, i w ogóle jest beznadziejnie, i lekarze rozłożyli ręce. No, i jakie leczenie wdroży  inny lekarz? Przecież oni uczyli się z tych samych książek, a ja nie "idę" na żadne antybiotyki, a mój organizm nie jest w stanie zwalczyć żadnej infekcji, że względu na brak odporności... Siedzę i myślę, co tu zrobić,  zwariuję od tego. W każdym razie - L4 mam jeszcze dwa tygodnie, praca mnie ściga, i jeżeli nie wrócę - najlepiej od tego poniedziałku, to utracimy  autoryzację , firma będzie musiała się zamknąć ... no, i kto będzie  temu winny, no kto? :(




Update:
Publicznie przepraszam za powstałą nieścisłość we wczorajszym wpisie, w którym to napisałam, że  dzień był spisany na straty. Jako, że strzelono na mnie focha  - prostuję.  Otóż nie, on zaczął być spisany od godziny 12, wcześniej bardzo przyjemnie się spędzało czas w sieci :)  Tak więc, padam na twarz przed czworonożną postacią, bardzo dużego, wysokonogiego, chudego lecz silnego osobnika, przypominającego psa, o zwisającym - puszystym  ogonie, w kolorze brudno żółtym z domieszką szarości... -  rotfl,  to może ja już  sobie pójdę, bo ów osobnik pewnie to skojarzył tak, jak ja., i tym razem to już będzie foch z przytupem ... Howgh!
Update2:
Więcej kontroli lekarskich nie przeżyję!

2 komentarze:

  1. Powiem tutaj dobrej nocy:),bo dziś wolę być ostrożny;)(bez kija nie podchodź;)).Agnieszko uśmiechnij się-jutro będzie nowy,może lepszy dzień:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, Ty... cdn, już gdzie indziej ;)

    OdpowiedzUsuń