poniedziałek, 23 listopada 2009

"Zapytałam dziecko niosące świeczkę:
- Skąd pochodzi to światło?
Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął.
- Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi."


Nie podoba mi się dorosłość,  myślę o  rzeczach, które normalnie nie przyszłyby mi do głowy. Mam wrażenie, że wszystko to, co kiedyś opowiadano, było jednym wielkim kłamstwem. Dziecięce marzenia... coś wymyślonego przez ludzi, a szczęście? Co to jest szczęście, czy ktoś to też wymyślił, dla potrzeb, żeby innym żyło się lepiej, żeby dążyli do tego przez całe swoje życie? Dorosłość, cóż to takiego jest? To jest czas, kiedy uzmysławiasz sobie, że wszystkie dziecięce marzenia stają się nierealne, Poznajesz życie,  ból, cierpienie,  i wieczne wystawianie  na próbę, zaczynasz  sobie  zdawać sprawę, jakim bezsensem jest czasami istnienie człowieka.
Kiedy patrzę na moją bratanicę, to tak sobie myślę, jakie ona będzie miała marzenia, i jak bardzo się potem rozczaruje? Póki co, uwielbiam na nią patrzeć, kiedy mała rzecz sprawia jej wielką radość, kiedy cieszy się, i jest to najprawdziwsze na świecie. Łezka się w oku wtedy kręci, bo człowiek z miłą chęcią wróciłby się do takich chwil, aby znów bawić się beztrosko, i nie myśleć o niczym szczególnym... Staram się, jak mogę, aby tak było, abym nie zatraciła się już całkowicie w tym dorosłym świecie...i walczę, aby wrócić do normy, i w końcu powiedzieć dość, Agnieszka, co ty robisz! Przecież ty nie jesteś taka, jesteś pogodna, zawsze uśmiechnięta, ludzie Cię lubią...i na pewno im przykro, że ty się tak zachowujesz - wiadomo, że nikt nie lubi wiecznie narzekających malkontentów, ja sama też nie, ale teraz już wiem, jak taki człowiek potrafi się czuć, i jak czasami bardzo chce, myśleć inaczej, a mu to nie wychodzi.Wiem, kiedy coś jest nie tak, czuję to, i strasznie tego nie lubię. Wtedy zawsze czuję się winna, i błędne koło się zamyka. Zbyt wrażliwa? Chyba tak, czy to dobra cecha? Nie wiem... już tego nie wiem.
Właściwie, to sama nie wierzę, że to piszę, że potrafię wykrzesać z siebie takie myśli, i przelewam je w świat, że "ględzę", dając upust swoim emocjom, a ktoś musi to czytać. Na to niestety nie ma lekarstwa, bo ja od zawsze byłam gadułą, wiem, że rozmawiam sobie sama z sobą, ale ja tak czasami też mam... Czy to ma w ogóle sens? Hmm, to jest bardzo dobre pytanie, bo skoro o tym piszę, to chyba jednak ma. Może jakiś ukryty, który wyjdzie po czasie? Wiele razy prowadziłam bloga, ale do tej pory, ten jest jakby najbardziej prawdziwy, taki, w którym przedstawiam siebie, swoje myśli. Nie każdy by się otworzył w sieci, ale ja tak muszę, bo nie potrafię dusić w sobie tego, co na dany moment we mnie siedzi, a co nie daje mi normalnie funkcjonować. W każdym razie, muszę to przetrwać,  nie dam sobie jeszcze bardziej zniszczyć psychiki! Pokażę tej parszywej torbieli, że na moich plecach jest niemile widziana, i najwyższy czas, aby sobie już poszła! Muszę się tylko nauczyć bycia cierpliwą. Słowo wielokrotnie słyszane  w ostatnim czasie... Wszystkich, którzy przeze mnie poczuli się gorzej - przepraszam, których uraziłam tak samo. Nie było to moim zamiarem. Noszę przydomki wredna, szydercza,  i zołzowata, ale tak naprawdę nie jestem taka...



Zadania do wykonania:
Wizyta u endokrynologa!

2 komentarze:

  1. a ja widzisz... nadal szukam tej drogi powrotnej do dzieciństwa... szukam, szukam i nic z tego nie mam... Jak znajdę - dam znać...
    ~Kala

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem :) Jak znajdziesz, daj mi koniecznie znać, zatracę się razem z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń