17 dni cierpienia,17 dni ciągłego myślenia, 17 dni wśród 6 szpitalnych łóżek, zapełnionych przez ludzi lub nie, 17 dni na czwartym piętrze Chirurgii, 17 dni w pokoju numer 427... Przez te 17 dni mogłam poznać ludzi, i w mniejszym lub większym stopniu się rozczarować. 17 dni, które pokazały mi, że nie zawsze znajomi znaczą "znajomi" - tacy prawdziwi, którzy są w momencie, kiedy się ich naprawdę potrzebuje, którzy nie pytają " czy mogą", tylko "są" - bez względu na wszystko. Nikogo takiego namacalnego nie było...Hmm, czego ja się spodziewałam, czego chciałam? Niczego w sumie, bo przecież zawsze było tak samo, niemniej jednak wiele mi to dało do myślenia. Po raz kolejny przekonuję się, że wcale nie trzeba się znać osobiście, aby móc być przy drugiej osobie, w jej najgorszych chwilach, wcale nie trzeba mieszkać blisko - wystarczy, że się jest. Dziękuję Ci W, gdyby nie Ty, byłoby ciężko. Dziękuję też Adze, Syrdze, i Gabrysiowi za umilenie mi niedzielnego popołudnia...
17 dni za mną, a ile jeszcze przede mną? Nie wiem. Szpital, powoli staje się moim domem, a mnie samej, brak wiary w to, że wyzdrowieję - niestety. Do głowy przychodzą różne myśli, te najgorsze również. Ciężko jest walczyć, jak coś nie jest tak, jak być powinno. Rany się nie goją, wyglądam strasznie. Nie chcę tak, nie mogę tego znieść, zupełnie nie rozumiem - dlaczego? Chyba muszę zaakceptować tę swoją życiową porażkę, i co się stanie, to się stanie, bo i tak się stać musi? Jeszcze tylko jedna osoba sprawia, że nie do końca się poddaję, że staram się ostatkiem sił zmienić się, że nie mogę sprawić, aby tej osobie z mojego powodu było przykro, dlatego jeszcze jakoś walczę, bo przecież nie mogę ot tak się poddać...Ech...
W każdym razie, centrum mojego dowodzenia przeniosło się do szpitala. Nie było wyjścia, skoro dopiero na święta puszczą mnie na przepustkę..., a co potem? Chlip...
Kochana... Nie wiem czy potrafię powiedzieć coś, co podniosłoby Cię na duchu... Trudno jest wymyślić coś konstruktywnego i zarazem odpowiedniego w takim momencie.
OdpowiedzUsuńMyślami jestem z Tobą i trzymam kciuki żeby się w końcu coś ruszyło do przodu
Przytulam
~Kala
Witaj, Agnieszko! Tyle razy próbowałam się do Ciebie dodzwonić i skontaktować się z Tobą, ale nie odbierałaś. Myślę, dziecino, o Tobie. Nie mogłam Cię odwiedzić, bo byłam przeziębiona i trwało to dosyć długo. Życzę Ci wytrwałości, dużo siły i dużo wiary w to, że będzie dobrze.
OdpowiedzUsuńCałuję
Lidia Adamska
PS. Pozdrowienia od Karola.
Pani Lidio, wiem - dziękuję. Aniołek piękny, w tych ciężkich dla mnie chwilach będzie dodawał mi otuchy... Może pomoże mi też zrozumieć, dlaczego ludzie czasami myślą tylko i wyłącznie o sobie :(
OdpowiedzUsuńAgnieszko!przepraszam bardzo ,że mówiłam o moich doświadczeniach,ale chciałam Ci przez to powiedzieć,że najważniejsza jest Nadzieja i Wiara w to że będzie dobrze.Pamiętaj -masz przyjaciół na dobre i złe,którzy nawet jak ich nie widzisz są z tobą.trzymaj się -DOBRANOC!
OdpowiedzUsuń