poniedziałek, 21 grudnia 2009

Święta coraz bliżej, a ja tak zastanawiam się, co one mi dobrego przyniosą? Wyjdę na przepustkę ze szpitala w Wigilię, po opatrunku, jak oczywiście mój brat po mnie przyjedzie,bo jeżeli coś mu wypadnie,to wtedy: witaj autobusie, chociaż nie wydaje mi się, żebym była w stanie do niego wsiąść. Niemniej jednak, łaknę normalności, więc może jakoś dałabym radę. Chciałabym tak chociaż na jeden dzień, zapomnieć o tym, co mam na plecach, i rzucić się w wir szaleństw, odwiedzić stare kąty, pośmiać się, nawet popłakać się ze śmiechu... Ech, jakbym chciała.  Wyjść, pójść przed siebie, i niczym się nie przejmować, ustawić się na jakiś koncert, zaplanować Sylwestra - najlepiej wśród ludzi, dzięki którym mogę się śmiać. Upić się z nimi do nieprzytomności, tańczyć, tańczyć, tańczyć... Tymczasem, będę gościem we własnym domu, co ja tam będę robić? Po co mam się przyzwyczajać, jak i tak nic dobrego mnie tam nie spotka. Rodzina będzie szczęśliwa, nie będą musieli myśleć o problemach, a ja znowu zadumam się w sobie nad tym, co będzie, jak będzie, i czy w ogóle będzie. Nie będę cieszyć się świętami. Wszystko dla mnie takie sztuczne, na pokaz, nieprawdziwe. Chciałabym tak zniknąć, i się już nie pojawić, być gdzieś, gdzie będę szczęśliwa bez trosk, i całego zgiełku tego świata. Ostatnio, coraz częściej wpadają mi do głowy słowa: "Po co mnie wrzucono w istnienie?" - jaki ja mam tutaj cel? Czy w ogóle mam jakiś cel? Co jest w życiu najważniejsze? Żyć z dnia na dzień, i czekać, co przyniesie jutro? Akceptować wszelakie zło tego świata? Być kiedy jestem potrzebną, nie być, kiedy nie jestem?  Ech...

... a tu jeszcze taka piękna zima, wyciągi narciarskie ruszyły, ludzie cieszą się, mogą pojeździć, powywracać się na śniegu, zmęczyć się, a ja? Ja nie mogę, nic nie mogę, wszystkie dobra mnie ominą, nie zasmakuję niczego ... A może? A może uda mi się pojeździć, jak już rany trochę się zmniejszą, a co najważniejsze przestaną boleć, i będę mogła się wyprostować? Przecież, niektórzy jeżdżą z jakimiś ubytkami, i dają rady, może ja też bym mogła?  Zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądać w styczniu, i później...Może, może, może... !

3 komentarze:

  1. Pośle Ci Aguś trochę pozytywnej energii na te święta żebyś jednak miała z nich choć trochę radości. Ja sama świąt nie cierpię i od samego początku marzę o tym, żeby się wreszcie skończyły... Fałsz i sztuczność ludzi w tym czasie są dobijające... No i ta tęsknota... (wiesz...) uff
    Czego Ci życzyć? zdrówka -bo to priorytet i tego optymizmu, który ma zwyczaj z Ciebie tryskać... (obecnych chwil trudnych nie wliczam)

    Przytulam serdecznie
    Kala

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, salanee. Wybacz, weszłam przypadkiem. Tak, zgodzę się z Tobą, różne są święta. Też mam podobnie, no... rozłąka i takie tam, nie potrafię wykrzesać z siebie tej świątecznej radości, a "cały ten zgiełk" mnie delikatnie mówiąc - wkurza. Jak się nie cieszysz człeku, jak nie świętujesz jak Pan Bóg kazał (???) to widać masz za swoje. Ech... Jednak, salanee, dzielę się z Tobą opłatkiem. Tacy jak my też nie są sami...
    Trzymaj się, ściskam:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest mi miło,że mnie odwiedziłaś :) Dziękuję za wpis. W kupie siła ;)

    OdpowiedzUsuń