niedziela, 11 lipca 2010

Upalna niedziela, ale czy to ważne, kiedy osiąga się to, za czym tęskniło się od długiego czasu? Jestem szczęśliwa..., prosta ze mnie dziewczyna, cieszą mnie różne rzeczy, które potrafią zapewnić mi szczęście, w jakimś stopniu oczywiście. Po okresie 1go roku, wsiadłam na rower! A było to tak..., rodzinne posiedzenie na działce, od godzin południowych, miało się odbyć dzisiaj. Przy niedzieli, miło jest posiedzieć w plenerze, przecież tak długi okres czasu, nie wychodziłam prawie nigdzie na dłużej. Zdecydowałam, że pojadę na rowerze, m.in., dlatego, że moje plecki, ostatnio nie lubią się opierać, jednak, nie rzucam się na głęboką wodę, najpierw musiałam spróbować, czy podołam... Zeszliśmy z rodzicielem do piwnicy, drzwi zostały otwarte, i moim oczom ukazała się zamaskowana konstrukcja..., pokrowiec został zdjęty, i zobaczyłam go, mojego Renegade'a. Wyprowadzony został, bardzo szybko, wydał mi się taki malutki, długo go nie widziałam, to oczy nie mogły się napatrzeć;) Żeby jeździć, trzeba było, dołożyć mu troszkę atmosfer, i powolutku mogłam na niego wsiąść..., ruszyłam..., i już wiedziałam, że dam radę, bólu zero. Szybko rozwinęłam prędkość, płynęłam razem z nim po drodze, wiatr, okalał moją twarz, było mi tak dobrze. Ech..., tak długo na to czekałam, chociaż padłam wydolnościowo po 3 kilometrach, choroba jednak zrobiła swoje, ale ja się nie poddałam, uwielbiam to zmęczenie, kiedy nie mam siły, a jeszcze napieram na te mięśnie, i czuję, jak pracują, jak pieką, jak drgają. To taki ból, który daje mi kopa, bo wiem, że działam tylko na swoją korzyść, poprawiam krążenie, kondycje, pozwalam sercu pracować, a przede wszystkim pokazuję psychice, że jestem nastawiona na wyzdrowienie, że mogę właściwie wszystko, że teraz, kiedy ból nie jest tak duży, jestem w stanie normalnie funkcjonować! Jupi!!! Jest tylko jeden mankament..., getrów rowerowych nie jestem w stanie założyć, i tak mnie teraz boli tyłek, że szok..., ale jest to niestety nieuniknione, kiedy wsiada się na rower, po tak długim czasie. W każdym razie, z Kisiołem, pokazaliśmy się dzisiaj swoimi Renegade'ami, dwa unikaty, mój dziewiczy, jego drugi, zapoczątkowałam erę Mbików, i git! Jutro zakwasów się nie spodziewam, moje nogi mocne, im trzeba więcej wysiłku włożyć...

Tak minął dzień, niedosyt pozostaje, bo wiadomo, nie mogę mieć wszystkiego, jednak, nadal trzymam się hasła: "Chcieć, to móc!"

..., a teraz mecz!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz