środa, 18 sierpnia 2010

Dostałam ten dowcip, i od razu na mym licu, pojawił się uśmiech, a zmarszczki mimiczne uwydatniły się jeszcze bardziej. Ania, ROTFL!!!



Pewnego dnia do Bank of Canada przyszła starsza pani, z wielką torbą pieniędzy. Upierała się, że chce mówić z prezesem dlatego, że chce otworzyć rachunek, a ma na to rzeczywiście dużo pieniędzy.
Po długiej debacie, pracownik zaprowadził ją do biura prezesa.
Prezes banku zapytał:
- ile pieniędzy chce pani wpłacić?
Powiedziała, że 165 000 dolarów.
- No! - odparł prezes i zapytał się, jak mogła zaoszczędzić tyle pieniędzy.
Starsza pani odpowiedziała, że z zakładów.
Prezes bardzo zdziwiony, zapytał:
- z jakich zakładów?
Starsza pani:
- Na przykład - załóżmy się o 25 000 dolarów, że ma pan kanciaste jądra.
Prezes zaczął się śmiać:
- takiego zakładu, nie da się przecież wygrać!!!
Starsza pani odpowiedziała:
- chce się pan założyć?
- oczywiście - odpowiedział prezes.
- Mogę panią zapewnić, że moje jądra naprawdę nie są kanciaste.
Starsza pani odpowiedziała:
- Dobrze, zawarliśmy zakład. Jeśli się pan zgodzi, przyjdę jutro o 10:00 rano z moim prawnikiem, jako świadkiem.
- Nie ma problemu - odparł prezes.
Tego wieczoru, prezes był z powodu zakładu bardzo nerwowy, i strawił sporo czasu przed lustrem na oglądaniu swych jąder. Obracał je tam i z powrotem, we wszystkich kierunkach, aby się upewnić, że nie są kanciaste, i że zakład ma wygrany.

Na drugi dzień, dokładnie o 10:00 starsza pani przyszła z prawnikiem, do biura prezesa. Prezes spuścił spodnie, aby ona i jej prawnik zobaczyli naprawdę wszystko. Starsza pani podeszła bliżej, i poprosiła, czy może dotknąć.
- Oczywiście, proszę - odparł prezes. - Musi pani być pewna na 100%.
Starsza pani z uśmiechem to zrobiła...
Prezes popatrzył się na jej prawnika i widzi, jak ten bije głową o ścianę.
- Dlaczego on to robi? - zapytał się starszej pani.
- Prawdopodobnie dlatego, że założyłam się z nim o 100 tysięcy dolarów, że dzisiaj ok 10:00, będę trzymać w dłoni jądra prezesa Bank of Canada.

Update:

Rozmawiam z Amelką, jako Jacuś ( podkładam głos, pod lalę, i Amelka zawzięcie ze mną dyskutuje)
Jacuś: A, jak Ty się nazywasz?
Amelka: Amelka...
Jacuś A, ile masz latek?
Amelka: 5 i pół...
Jacuś: Tak? A ja słyszałem, że 2 i pół...
Amelka:Ja tak tylko zartowałam, mam 2 i pół...
Jacuś: A jak masz na nazwisko?
Amelka: Pap... ( i wypowiedziała swoje nazwisko, zamieniając literki)
Jacuś: Amelko, a gdzie Ty mieszkasz?
Amelka: Ja?... No, w polskiej ziemii psecies!!!

Buahaha, no tego już, jako Jacuś nie wytrzymałam, i buchnęłam śmiechem. To dziecko mnie już nie zadziwia, ono mnie szokuje!!!



Amelka ugryzła też dzisiaj babcię, i znowu uderzyłam, jako Jacuś, zauważam, że jest to najlepszy jej motywator i zwracacz uwagi w ostatnim czasie, którego słucha, a do tego jej przyjaciel, i nawet go kocha - powiedziała...


Jacuś: Amelko, a wiesz, że nie wolno gryźć ludzi, a babć szczególnie?
Amelka: Jak to nie, babcie Asie wolno, ja sobie na niej tylko "ostsę" ząbki :D
ROTFL!!!

6 komentarzy:

  1. Świetny dowcip, a także dialogi z małą, zdjęcia też rewelka. Nie ma to jak dzieci są takie szczere, jak cos to wala z mostu...:-) pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Iva, aczkolwiek z tymi dziećmi to jest różnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie tam Amelkowe teksty się podobają bardziej niż dowcip :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No, teksty Amelki mają moc!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Amelka przebija wszystko :)
    Urocza, zabawna, słodziutka :)
    Fajnie jest spędzać czas z takim szkrabem.
    Dobrego dnia :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Aldi, a ja Ci powiem, że nie zawsze, czasami mnie to wszystko już przerasta, ale mi jej szkoda, i tak trwam i trwam, bo ona niczemu winna. Chociaż łobuz, jakich mało.

    OdpowiedzUsuń