środa, 11 sierpnia 2010

Gdyby moje wpisy miały tytuł, dzisiejszy brzmiałby następująco: NIE MAM CZASU..., na komputer...!!! Wyobrażacie to sobie? Ja, taki maniak komputerowy, który jak mógł bronił się, że wcale uzależniony nie jest, gdzie prawda jedyna, i słuszna głosiła inaczej, i ten maniak to wiedział? No..., tak się narobiło..., i to nie chodzi o to, że mi się nie chce przy nim siedzieć, ja autentycznie nie znajduję czasu, żeby go włączyć. Co mi tak pokiełbasiło mój rytm życia? Pierwsza na liście jest Amelka, która spędza u mnie dużo czasu, lato też ma swoje prawa, i to ono tkwi na drugiej pozycji. Trzeci, to mój przyjaciel - rower, który wywołuje mnie z piwnicy: "No przejedź się na mnie, nie bądź rura", życie barowe na czwartym dzielnie tkwi, soczki są najlepsze na świecie ;) Piąte miejsce zajmują książki, pochłaniam je z uzależnieniem, podoba mi się forma ebookowa, chociaż niektórzy się śmieją, że to nie to samo, jednak ja sobie cenię, nawet bardzo. Każdy by cenił, kiedy nie miałby wstępu do biblioteki, za przewinienia młodości ;) Szóste miejsce, ma dzień, no bo czemu on jest taki krótki?! Ranki też nie lepsze, więc będą na siódmym, gdybym wcześniej wstawała, miałabym więcej czasu, chociaż i tak wpadłaby Amelka, i sprawa z miejsca się rypie ;) Za to, że mnie nie ma, i zaniedbuję Wolfika, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina :/ Dobrze, że są jeszcze telefony, można chociaż pokonwersować. Dzięki ci operatorze sieci, za darmowe minuty, za niewielką kasę :D

Z drugiej strony, powiem Wam, że wcale nie jestem na te punkty zła, zawsze wiodłam aktywny tryb życia, nie mogłam usiedzieć na miejscu, lubiłam "coś" robić, a potem wracać do domu zmęczona. Czułam się wtedy w jakiś sposób spełniona, i wiedziałam, że następny dzień też przyniesie mi korzyści, i będzie fajnie. Wydolność mojego organizmu jest dobra, i przekonałam się o tym w dniu dzisiejszym. Brakuje mi jeszcze tylko moich górecek, które pochłaniałam jak mogłam, no ale, żeby i je dopaść, muszę wyzdrowieć, podczas wchodzenia pracują plecy, teraz się nie nadaję na wyjścia..., chociaż gdybym się uparła, to kto wie?:D Cieszę się, że do tego wracam, że mogę "coś" robić, i żyć :)

Choroba trwa, jutro się okaże, czy położą mnie w szpitalu, czy zmasakrują ambulatoryjnie, wolałabym tę drugą opcje, szpital dla mnie zło konieczne, z którym będę się licytować do samego końca. Staram się nie myśleć, i żyć, więc dzisiaj 48 km na rowerku zostało wchłonięte przez płuca, mięśnie nóg, i skórę..., tak, troszkę mnie potraktowało słonko, i cierpię na nadpalone plecy..., sobie poradzę, jakem Zuska( tak mnie zwą w świecie realnym).

Dzień się skończył, a więc jak na mnie przystało, ładuję kolejną książkę do telefonu, i zaczytam się... Miałam oglądnąć House'a, ale jak zwykle, nie mam czasu, albo inaczej..., wolę poczytać :D Dobranoc robaczki kolorowe, śpijcie dobrze, zaśpijcie nawet do pracy, możecie, pozwalam WAM!!! Morfeusz, nie budź ich wcześnie ;)

Wiem, wiem..., normalna to ja nie jestem :D
..., a jak Wam się spać nie będzie chciało, to udajcie się ze mną na księżyc..., Akuraci też tam będą!!!




Peesik mały...
Kisioł..., rower to jest świat!!! ;)

Peesik mniejszy...
Kurczę, ten wpis miał być krótki... :)

Peesik ciut ciut...
Już sobie idę ;)

2 komentarze:

  1. Rower fajna rzecz :) Zwłaszcza jak pogoda dopisuje :) PS: Ten antybiotyk to Azitrox i jak się przekonałam, nie połyka się tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że faktycznie masz sporo zajęć, ale to i dobrze, nie mysli się w tedy aż tak bardzo o chorobie.
    Pozdrawiam ciepluto:-)

    OdpowiedzUsuń