I stało się. To, o czym od tak dawna trąbiłam nabrało realnych kształtów, chociaż wolf mógłby wam powiedzieć, jaki sceptycyzm ze mnie wypływał, bo im było bliżej rzucania, tym gorzej działo się w moim środku. Dlaczego postanowiłam rzucić? W głównej mierze przemówiły do mnie pieniądze. Nie jest mnie stać na wydawanie pieniędzy na paczkę papierosów, i to chyba tyle, o swoim zdrowiu właściwie nie myślałam, jakoś w tym przypadku nie przekładam go na ważny priorytet, no i ja..., lubiłam palić, przyjemnie było, kiedy mogłam zaciągnąć się papierosem, nabrać do płuc, i z przedłużeniem wypuszczać dym,organizm doskonale sobie radził, pewnie gdyby nie moja choroba, nawet nie wpadłoby mi do głowy, że mogłabym rzucić, wtedy na brak pieniądza na pewno bym nie narzekała, a więc nie musiałabym podejmować takich radykalnych kroków. No, ale los tak chciał, więc zaczynamy...
Dzień pierwszy:
Tabex-y - zakupione.
Liczba wypalonych papierosów do tej pory, a więc do godziny 16:00 - 3 sztuki.
Pierwsza dawka tabletki, połknięta..., następne co dwie godziny, ma wyjść 6 tabletek na dzień.
Mówicie pewnie w myślach:, "a więc nadal palisz, a miałaś rzucić". Rzucam, ale zanim całkowicie odstąpię od tej przyjemności, stopniowo odzwyczajam organizm. Do piątego dnia kuracji, muszę całkowicie odrzucić papierosy. Czuję się, jakbym traciła część siebie, zdaję sobie sprawę z tego, że już nigdy nie będę mogła wziąć papierosa do ust, bo będzie się to wiązało ze zniszczeniem wszystkiego, co próbowałam osiągnąć rzucając palenie. Wierzę jednak, że mi się uda i pokonam nałóg. Nie jestem sama w tym wszystkim, a to jest dla mnie najważniejsze, nie mogę zawieść osób, które we mnie wierzą, chociaż wiem, że będą miały ze mną przeprawę niesamowitą, one pewnie też o tym wiedzą. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale tylko od nas samych zależy, jak zakończy się to, co sobie zaplanowaliśmy. Więc ode mnie zależy prawie wszystko..., a innych proszę, żeby przez najbliższe 25 dni mnie nie denerwowali, byli dla mnie mili, nie kazali mi jeść aż tyle, bo ja teraz biedna będę, i trza mi ulegać ;) wolfik - do Ciebie mówię :D
Dam radę? Dam? DAM!!!
piątek, 27 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Powodzenia, 3mam kciuki
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuńBrawo, Salanee :)
OdpowiedzUsuńŻyczę, żeby się udało.