piątek, 20 sierpnia 2010

Khm, khm, no bo jakby mnie tu mogło nie być, skoro to mój drugi dom, w którym czuję się bezpiecznie, mogę wylać swoje żale, mogę porozmawiać sobie sama ze sobą, wygadać się, bo przecież tak lubię dużo mówić. "Dzień goni dzień, nic tu nie trwa wiecznie", jakież to prawdziwe. Umyka ten czas, a my zmieniamy się wraz z nim, coś zdobywamy, coś tracimy, jednak przyzwyczajamy się do tego, bo skoro tak się dzieje, to tak musi zapewne być. Dobrze, że pasje, które tak uwielbiamy, możemy pielęgnować (w miarę możliwości), o ile czas, i zdrowie pozwala.

Dzisiaj 30 km zostało przejechane, i chociaż trochę mnie po plecach potraktowało, to dałam radę, prawda Kisiole? To 30 km, nie było łatwym celem, gdyż dzisiejsza trasa, zaprowadziła nas na Smutną Górę, która znajduje się na 235-251 m n.p.m., góra ta, inaczej nazywana chełmską, w 1831 roku przyjęła do swej ziemi 218 ofiar, które były chore na cholerę. Mieszkańcy chcieli chronić wodę w studniach,dlatego nie grzebano ich na cmentarzu, tylko grzebano w trumnach z otwieranym dnem w piaskach wschodniego zbocza wzgórza Chełm. Znajduje się tam teraz krzyż..., ale dość o górze..., żeby do niej dotrzeć, trzeba się było namachać, wzniesienie dosyć spore, zaparłam się, że wyjadę, i wyjechałam, chociaż czułam, jak parzy mnie mięsień czworogłowy uda, i to tylko w prawej nodze. Bardziej się od lewej napracuje - biedna, ale nie ma lekko, nie moja wina, że jestem prawonożna ;) Kiedy już odpoczęliśmy troszkę, przyszedł czas na dalsze etapy przyjemności, bo skoro się wyjechało, to trzeba zjechać. Ech, prędkości - jak ja was kocham! Kolejny cel, to - no właśnie, gdzieśmy to byli? Na pewno Chełmek, na pewno dojechaliśmy do cmentarza, i na pewno był duży podjazd, i pomnik :) Tyle wiem, i w sumie wystarczy :D Co tam podjazd, zjazd, to była masakra, i wynagrodziła mi trud wjazdu. Prędkość 42,2 km/h, asfalt, próg zwalniający też, na szczęście rowerem można go ominąć, pod górę szła para, która wprowadzała rowery..., ruszyłam pierwsza, tej pary prawie nie zauważyłam, tak szybko mi mignęli, usłyszałam tylko, jak jeszcze Kisioł się darł "hamuj tyyyyłłłeeeemmm" - ale przecież, mnie takich rzeczy nie trzeba mówić :) Zjadłam muchę w trakcie, nie dało się buzi zamknąć, jakoś tak, poza tym - lubię muchy ;) Kiedy już dotarliśmy na wypłaszczenie, Kisioł zdał mi relację, jak kobieta do mężczyzny mówiła, kiedy im mignęłam... "To była dziewczyna...!!!" Zdziwiona? Ja się prędkości nie boję, ja to kocham, i w ogóle ja to kocham ;)
Uwieńczeniem tego dnia, była jednak wywrotka Kisioła, przy prędkości równej zero,... a było to tak :D Jechaliśmy sobie dróżką, jak zwykle w nieznane, bo my często jeździmy tam, gdzie jeszcze nikt nie był. Kisioł wpięty w SPD, tak że nie miał możliwości oderwać nóg od bloków, ja za nim. Pierwszą kałużę jakoś ominęliśmy, ale naszym oczom ukazała się druga. Wszędzie były zarośla, brudne jeszcze po deszczu, mówię do K : "hamuj, zawracamy, nie jedziemy tędy", i Kisioł posłuchał Salanee, tylko zapomniał, że jest wpięty, i kiedy chciał schodzić z roweru, żeby zawrócić, okazało się, że się wypięło nie tę nogę, którą trzeba było..., i teraz z mojej perspektywy wyglądało i brzmiało to tak: Kisioł się zatrzymuje, kombinuje jakby zejść, wie, że czasu już nie ma, bo stoi, i słyszę tylko z jego ust: Kuuurrrrwwwwaaaaaaa, które było przeciągane w miarę, jak Kisioł leciał z tym rowerem w krzaki!!! Kiedy już poległ, widziałam tylko rower, z wpiętymi nogami Kisioła, i zamiast mu pomóc, to tak lałam, że nie mogłam złapać oddechu :D Kisioł, ale upadałeś z klasą, wiesz? muahahahhahahaa :)
Teraz się poważnie zastanawiam, czy i ja będę się wpinać, jak Kisioł poległ, to ja się pewnie zabiję - znając moje możliwości :)

Tak więc, dzień zaliczony, 30 km zrobione, chociaż biorąc pod uwagę to, jakie mieliśmy podjazdy, śmiało mogę powiedzieć, że przejechałam dzisiaj z 45 km. Amen!



Trochę zdjęć też musi być, a co ;)

Lans na Smutnej Górze ;)
Wymuszony uśmiech, czy nie?
Chełmek i pomnik, i ja, a za pomnikiem dziewczyna, czytająca gazetę - Kisioł dojrzał, Salanee dawała odpocząć pleckom, poza tym, mnie dziewczyny nie interesują ;)

6 komentarzy:

  1. i ja tez tak myśle !

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszy mnie to niezmiernie :) Chciałabym mieć w rzeczywistości takiego idealnego braciszka..., który by się ze mną zgadzał, i myślał podobnie do mnie, i w ogóle, żeby był bratem...

    OdpowiedzUsuń
  3. No to widzę że wycieczka była udana :) 30 kilometrów to wcale nie tak mało, gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super super Salanee! Cieszę się, że już mozesz jeździć na rowerku, tylko ja Cie podziwiam, że robisz taaaakie kilometry. Jednak to Twój żywioł:-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale Ci dobrze, Salanee :)
    Rower to także moja wielka pasja, kiedyś pokonywałam dziennie 30-75
    kilometrów.
    Mam nadzieję, że jeszcze
    poczuję pęd i wiatr na twarzy :)
    I to potworne, słodkie zmęczenie, drżenie mięśni, rozkosz chłodnej kąpieli po jeździe :) mmmmm....
    Gratuluję i życzę wielu przejechanych kilometrów :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, Zim, udana to mało powiedziane. Zresztą, u nas nie ma wycieczek, które mogłyby się nie udać, każdy wyjazd to niesamowita przyjemność. Wczoraj kolejne 30 km, z podjazdami, i prędkością 50,2 km/h przy zjeździe. Tego, co się czuje, jak ma się wiatr we włosach, nie da się opisać, kiedy czuje się drżenie rąk na kierownicy, kiedy słychać, jak powietrze wdziera się w szprychy, opony grają swoją muzykę w momencie stykania się z asfaltem, kiedy się wie, że przy upadku, może być ciężko, kiedy ma się tę adrenalinę, która daje dodatkowy power... Uwielbiam, chociaż wiem, że ryzykuje w tym momencie swoje życie no, ale nie myślę w kategoriach, że się wywalę, przytomność umysłu zachowuję :)

    Ivuś, ja też się bardzo cieszę, tak bardzo pragnęłam wsiąść na rower, móc zażywać ruchu, nie mogłam się doczekać i mam, chociaż w trakcie jazdy zaboli czasami, to i tak jest to nieważne, warto pocierpieć, warto :) Też dałabyś radę, wystarczy tylko szczypta pasji, samozaparcia, i chęci, w połączeniu z mięśniami, daje niesamowite efekty :D

    Aldi, przeprowadzaj się w moje strony, kompletujemy załogę :D
    Prawda, nie ma to jak kąpiel, bo jeździe :)

    OdpowiedzUsuń