czwartek, 19 sierpnia 2010

Nie wiem, jak określić dzisiejszy dzień, ale za szczęśliwy to on dla mnie nie jest. Od rana chaos wszędzie, skleroza zaawansowana uniemożliwiła mi zabranie telefonu do szpitala, aczkolwiek winę też mogłabym zrzucić na innego domownika, który podniósł mi ciśnienie no, ale nie ważne. Drugiego chyba zapomniałam naładować, to znaczy wiem, że wpięłam ładowarkę do telefonu, ale teraz nie jestem pewna, czy ładowarkę podpięłam do kontaktu, wychodzi na to, że jednak na pewno nie, bo ładuje się i ładuje, ale włączyć się nie chce, a buu!!! Doświadczenie serwisowe mówi mi, że jeżeli się nie włączy to, albo padło oprogramowanie, ale to hard reset pomoże, musi się tylko uruchomić, a ja go odpowiednim kodem potraktuję, albo nie łączy mi złącze ładowania, i tu pies pogrzebany, bo na lutowaniu się nie znam, no i złącza nie mam, albo szwankuje taśma LCD, która łączy dwie części telefonu ze sobą, i może mu nie działać klawiatura, więc go nie uruchomię, albo przyszedł na niego koniec, i już nic z nim nie zrobię... Niech mnie lepiej nie denerwuje, i nie wystawia na tak wielką próbę cierpliwości. W szpitalu, masakra jeszcze większa, siedzenie od 9:00 do 13:00, i żeby tam jeszcze był spokój, ale nie, wiercenie na całego, i to jeszcze obok gabinetu, w którym przyjmował doktor. Głowa mi jednym słowem pęka! Ludzie też jacyś tacy kłótliwi, bardzo łatwo ich urazić, a nie daj człowieku jeszcze poprosić ich o ustąpienie miejsca na ławce, w kolejce do lekarza..., w sumie, tam nie siedzą zdrowi ludzi, i też nie pacjentów wina, że ławek mniej niż chorych. W efekcie tego wszystkiego stałam, bo dobre serce mam, i chociaż nie mnie prosili, abym wstała, to ustąpiłam, chociaż plecy bolały, no ale nogi zdrowe, więc jakoś wytrzymałam. Od siebie dodam, że dziewczyna, która była proszona o ustąpienie, miała chory palec..., w ręce! Ona nie wstała, bo też czeka do lekarza, a stać nie zamierza... Dla mnie to był szok, gdyby nie głowa, to bym jej powiedziała parę słów...
..., a co u doktora? Hmm, dawka 0,3 ml przyjęta (znowu zapomniałam poczekać), wykład od lekarza dostałam, i wszystko w tym temacie. Rana nadal jest, ropa leci, ale nie jest gorzej - to dla mnie ważne, chociaż mama, jak mnie dzisiaj zobaczyła to powiedziała, że się w ogóle nie goję..., więc już sama nie wiem, każdy mi mówi co innego. Jeszcze burza przyszła..., o masakro, czy nie może być normalnej pogody?

Chciałam sobie poprawić humor, żeby się tak nie smutać, weszłam na Facebooka, i otworzyłam aplikację "W co wdepniesz dzisiaj w lesie", czemu mnie nie dziwi odpowiedź?



..., a ja miałam nadzieję na miłe wdepnięcie, tak jak inni mieli, ale nie, mnie ustawiło w odpowiednim szeregu, gównianym.

3 komentarze:

  1. Oj z kłótniami w starej przychodni nie raz miałam do czynienia, w nowej jeszcze ani razu, może dlatego że w nowej to jest rozwiązane poprzez zwykłe wołanie pacjentów po imieniu... Chyba że jest ktoś ciężej chory, nagła sprawa i nie jest zarejestrowany, bo po prostu nie miał na to czasu - to wtedy naturalnie jest poza kolejnością. Ale w starej miałam kiedyś taką sytuację, że jedna moherowa babcia mocno się awanturowała o to tylko, że jedna pani była między nią a inną panią i rzekomo "lekarze kradną dane osobowe"... Po prostu nic dodać, nic ująć, prawie doszło do rękoczynów :)
    Adres mojego bloga się zmienił - jest u mnie w profilu, wolę nie podawać go w komentarzach. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ze starszymi ludźmi, czasami ciężko dojść do porozumienia, można się nasłuchać, oj można :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety :) Ale na szczęście w nowej przychodni ludzie są jacyś tacy bardziej... Cywilizowani :)
    Napisałam już notkę wyjaśniającą.

    OdpowiedzUsuń