Dzisiaj Salanee postanowiła troszkę pokręcić, jako że nie robiła tego od kilku dni ze względu na różne przeciwności losu, które akurat na dany moment wystąpiły. Nie przeszkadza Salanee, że jeździ sama, ma więcej czasu na myślenie, a jak się jeszcze dodatkowo skoncentruje, to nawet nie wie, kiedy pokonuje wytyczony dystans. Lubi jeździć swoim tempem, nie lubi poganiania, nie lubi kiedy mówi się do niej kręć, kręć, bo przecież ona wie, że ma kręcić, wszak inaczej roweru się nie napędzi. Robi sobie swój trening interwałowy i nie zamierza tego zmieniać. Kiedy podkręci mocniej czuje, że jej mięśnie żyją, zaczyna się pieczenie, ból i czasami w takich chwilach przez głowę Salanee przechodzi myśl, po co się tak katuje, świadomie sprawia, że czuje ból, a gorsza połowa Salanee podszeptuje - Tere fere, nie dasz rady ! I właśnie wtedy następuje uderzenie dodatkowej siły. Zapas energii wstępuje w mięśnie. Krew zaczyna szybciej krążyć, a nogi naciskają na pedała z coraz większą intensywnością... Po chwili na twarzy Salanee pojawia się uśmiech, który mówi jedno - pokonałam swój ból, pokonałam chwilę słabości, zaparłam się, bo przecież ja to kocham! I mknie tak sobie Salanee dalej i wie, że jazda na rowerze daje jej niesamowitą satysfakcję, uczy ją pokory i pokazuje jej, że chcieć to znaczy móc. Salanee nie wie, co by było, gdyby nie miała dookoła tylu fajnych ludzi, którzy zaszczepili w niej tak zdrowy nałóg. Pewnie, gdyby ich nie poznała, rower nie stałby się dla niej całym światem...
Trasa dzisiejsza:
Dystans: 28,9 km
Przewyższenie całkowite: 40m
Czas: 1:25:17
Średnia prędkość: 20,3 km/h
Przepiękne macie okolice wokół Oświęcimia :)
OdpowiedzUsuńSame kreseczki i nazwy ;)
OdpowiedzUsuńA serio, to fakt - mamy tu fajnie :)