Podsumowanie tygodnia wypada chyba niezbyt korzystnie. Przede wszystkim, po raz kolejny zgubiłam entą szminkę do ust, która chroniła moje usta przed wysuszeniem. Właściwie, to nie wiem, jak ja to robię, że one giną, przecież zawsze chowam je do taśki (torebki naramiennej), a one z niej jakoś wyparowują - strange..., a bez szminki nie funkcjonuję, bo od razu pękają mi usta, kąciki i wszystko.
Pożarłam się z bratem. To znaczy - on się na mnie obraził. Powód błahy, ale rozdmuchany do tego stopnia, że to ja jestem ta zła i najgorsza. Tata jeszcze pogłębił powód i koniec - brat ze mną nie rozmawia. Czy ubolewam? Tak, ale tylko dlatego, że nie próbował postawić się w mojej sytuacji... Nie zmienię go, nie chce, niech się do mnie nie odzywa, przecież jest dorosłym człowiekiem i wie, co robi. Całe życie go broniłam, kryłam, życie bym za niego oddała. No trudno. Niech sobie pomilczy, mnie nic się z tego powodu nie stanie.
Wczoraj udało mi się załatwić sprawy w MOPS-ie. Jest to chyba wynagrodzenie tego tygodniowego opóźnienia. Dzisiaj pozytywny wywiad społeczny i pozostaje mi czekać na decyzję. Mama stała się upoważnioną do odbioru przyznanych pieniążków, więc jest dobrze. Postanowiłam nie mieszać taty w moje sprawy, on nigdy nie ma czasu, więc dam sobie radę bez niego. Co więcej? Po wyjściu ze szpitala ubezpieczenie będę miała z MOPS-u i w końcu, zwolnię się od brata z pracy. Ulżyło mi z tego powodu. Myślę, że 90 dni to jest maksymalny okres mojego chorowania po szpitalu. Potem Urząd Pracy i witaj normalne życie, no.
Zbliża się weekend, a wraz z nim, co? Taaak - deszcz! U mnie pada, jutro też ma padać, po prostu żyć, nie umierać! Liczę na pogodną niedzielę i poniedziałek. Będzie to dla mnie ostatni dzwonek, aby oderwać się od myślenia o tym, co mnie czeka za 3 dni... 3 dni, to strasznie mało jest, a najgorsze, że ten czas tak szybko leci... Pamiętam, że przed każdym szpitalem targały mną złe myśli, obawy i w ogóle. I ta samotność wśród szpitalnych łóżek...
Zbliża się weekend, a wraz z nim, co? Taaak - deszcz! U mnie pada, jutro też ma padać, po prostu żyć, nie umierać! Liczę na pogodną niedzielę i poniedziałek. Będzie to dla mnie ostatni dzwonek, aby oderwać się od myślenia o tym, co mnie czeka za 3 dni... 3 dni, to strasznie mało jest, a najgorsze, że ten czas tak szybko leci... Pamiętam, że przed każdym szpitalem targały mną złe myśli, obawy i w ogóle. I ta samotność wśród szpitalnych łóżek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz