piątek, 6 maja 2011

Kuszący dzień pod względem pożytkowania go na rowerze, musiał spalić na panewce, ze względu na to,iż powinnam teraz szczególnie uważać na swoje zdrowie, żeby nie daj tfu tfu, nie zachorować przed samym szpitalem. Niech się jeszcze troszkę cieplej zrobi, może jutro, może pojutrze? Na pewno :) Nie wiem też, jak Kisioł z ramą stoi, miał napisać nie napisał, czy muszę wobec tego publicznie na niego nakrzyczeć, żeby zdał dokładną relację, kiedy można się spodziewać ozdrowieńca w szanowanym garażu, hę?! Że tak powiem - czekam :P

Udało mi się dzisiaj przenieść termin wizyty u endokrynologa. Uff! Bałam się, bo ostatnio rejestrowała mnie niezbyt uprzejma pielęgniarka, i gdybym tak dzisiaj na nią trafiła, to z moim terminem mogło być różnie, a tak? Po otworzeniu drzwi od rejestracji, zrobił się na mojej twarzy standardowy jarząb z dziąsłami..., okazało się, że siedziała tam pielęgniarka, z którą miałam przyjemność przebywać na oddziale chirurgii, kiedy ten był moim domem. Ona wtedy odnawiała swój zawód, czy jak to tam się nazywa ;) Gdybym miała wynik TSH, załatwiłabym sprawę dzisiaj, ale że mnie aż tak się nie spieszy, to udaję się do lekarza 13 maja - w piątek. SIET! Nie, żebym była przesądna, ale wiecie... Wyniki sobie zrobię w poniedziałek, żeby się tylko lekarz do piątku nie pochorował, bo jak pech, to...? No ;) Jedna rzecz z czaszki. Udało mi się także dzisiaj zakupić pidżamkę, Zim, co prawda nie w sklepie dziecięcym, ale też jest fajna. Nosić będę se na piersiątkach łowieckę, HEJ! Przeszłam, nie przejechałam(to do czepialskich) calusieńkie miasto, dla bardziej zorientowanych - od Multimedu po Carrefour, a i tak po pidżamę musiałam się wracać na osiedle, bo inne mi się po prostu nie podobały i były byle jakie. Poza tym, nie jest tak prosto kupić coś na siebie. Mam wrażenie, że będąc tęższą nie odnotowywałam podobnych problemów. Już nie wspomnę o biustonoszach. Pani się pyta, jaki rozmiar a ja, yyyy, bo wie pani, co? Khm, mogłaby mnie pani pomierzyć, bo aktualnie to nie wiem? Wstyd, właścicielka, a nie zna rozmiaru... Znała, dopóki się nie pomniejszył :P Ech, ta moja bezpośredniość, kiedyś mi ktoś za to da w lico, albo nasłucham się o sobie, żem bezpruderyjna. Będzie mnie to w sumie gilać, bo wiem kiedy, co można :) Mam jednak nadzieję, że tu się nikt nie zgorszy, wszak jesteśmy tylko ludźmi, a ja już taka jestem, że się nie wstydzę o takich rzeczach mówić. Trochę to też przez chorobę, a raczej jej umiejscowienie tak wyszło. 

No, nic. Pozostawiam Was z  Nickiem, Peterem, Scottem i Clive'em, niech gitara Nicka da Wam po uszach! 
Ja udaję się zjeść naleśniki, a potem na spacerek.


Paintbox... Mmmmm, jak ta muzyka może nie powodować ciarek...Mmmm.... ja chcę tam być...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz