środa, 4 maja 2011

Jak dobrze jest wejść na bloga i od razu rozdziabić paszczę w uśmiechu. Co sprawiło taki stan? Cyklista II-giej klasy, ROTFL! Banderas, tyś jest dobry (widzisz? Operuję nickami ;)).

Dzisiaj, jak powszechnie wiadomo, miałam się znaleźć w siemianowickiej oparzeniówce na konsultacji tudzież konsylium, celem oceny mojego obecnego stanu i kwalifikacji do leczenia operacyjnego. Miałam się znaleźć i się znalazłam. Godzina 9:00 wyjazd. Godzina 10:00 byłam u celu. Autko, nie sprawiało żadnych problemów podczas jazdy, po wymianie filtra wszystko wróciło do normy, czyli standardowo zapaliła się kontrolka check engine, co oznaczało, że silnik dostał jakiś błąd. Ja oczywiście wiem, co to za błąd - zbyt uboga lub zbyt bogata mieszanka spalin. Dzieje się tak w momencie, kiedy pod obciążeniem silnika nie zwiększam jego obrotów. Efekt wyskakuje natychmiast. Gdyby auto jeździło tylko na benzynie, nic takiego by się nie stało, a że ma LPG - to niestety, taki błąd jest wpisany w życie Corsy. Cóż, bywa. Wiele razy próbowaliśmy się tego pozbyć, wymieniliśmy już wszystko, co było możliwe, a błąd pojawiał się nadal, więc go zaakceptowaliśmy, tym bardziej, że ostatnio pod obciążeniem kontrolka nie chciała się zapalić, a co za tym idzie, auto też nie chciało jeździć. Orzekliśmy więc z tatą zgodnie - jak świeci kontrolka błędu, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Coś w tym jest, bo teraz lekko depnę gaz, a prawie wbija mnie w fotel...., dobra dobra - poniosło mnie, aż tak mnie nie wbija..., wszak to tylko Corsa 1,2 ;)

... mam wrażenie, że odbiegłam lekko od części najważniejszej, no nie? Ale u mnie to norma jest :D

Po wejściu do szpitala, musieliśmy zakupić specjalne ubrania, w których dopiero mogliśmy udać się na Izbę Przyjęć. Spodobało mi się to - dbają o to, aby  było jak najmniej bakterii.  W ogóle, czułam się tam, jak w miejscu, gdzie pożywienie mogłabym zlizywać z podłogi. To nie to, co u mnie w szpitalu, smród, bród, i nie wiem, co jeszcze. Na izbie powitała mnie pielęgniarka, która od razu wymieniła moje nazwisko, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, hm, skąd oni mnie znają? Później wyszło, że to mój doktor prowadzący zaznaczył, że wpadnę się skonsultować i orzec, kiedy szpital, i czy w ogóle szpital. Kiedy formalności w postaci spisania danych dobiegły końca, grzecznie miałam usiąść i poczekać, aż lekarze przyjdą. O godzinie 11:00 pojawiło się ich dwóch, Ordynator i lekarz. Najpierw zawołali kobietę (pacjentkę ordynatora) Siedziała tam ok. 20 minut. Później wszyscy wyszli, a pielęgniarka poinformowała mnie, że ordynatora zastąpi ktoś inny, bo on już nie wróci, i bardzo mnie za to przeprasza. Urzekająca uprzejmość. Nie musiała przepraszać, ja rozumiem, że ktoś czasami musi gdzieś pilnie wyjechać... O godzinie 12:00 przyszedł inny pan doktor i zostałam poproszona na konsultację. Znowu miłe zaskoczenie, znowu ktoś uprzejmy... Co nastąpiło dalej? Badanie, a później wyrok. Kładę się na oddział 31 maja. Plan leczenia jest - wycięcie chorych tkanek i nałożenie przeszczepu skórnego.Tym razem skórę pobiorą z lewego uda. Pan doktor się mnie nawet nie zapytał, skąd chcę aby wzięli przeszczep, a  szkoda, bo ja miałam inną opcję, ale może nie będę tu o niej pisać, coby nie siać zgorszenia, chociaż wiadomo, że to wszystko w granicach przyzwoitości i z przymrużeniem oka, wszak kto zna Salanee vel Zuskę, wie jaka ona bywa.

Przede mną jeszcze trochę załatwień. Muszę odwiedzić endokrynologa, jako że choruję na zapalenie tarczycy i poprosić go, aby wystawił zaświadczenie, że mogę być znieczulana ogólnie. Bez tego anestezjolog mnie nie zakwalifikuje do znieczulenia. Siet, bo nie wiem, czy to będzie tak prosto, wszyscy mają swoje terminy. Mój termin kontroli wypada w czerwcu. Cóż, spróbuję wszystko poprzenosić! Wróć, nie spróbuję, tylko muszę przenieść, innej opcji nie widzę. Uderzam jutro lub w piątek!
Druga sprawa, to przecież w związku z moim ubytkiem wagi, nie mam pidżamy, ani niczego, coby pozwalało się położyć do szpitala, jak człowiek... Masakra, wyjdzie na to, że jak zwykle wszystko będę robić na ostatnią chwilę. Może zdążę ;)

Wiecie, sama się dziwię, że to piszę, ale cieszę się, że idę do szpitala, wytrzymam wszystko, byleby w końcu wyzdrowieć. 

Tymczasem udaję się na podwieczorek. Dzisiaj moje ręce zaserwują sobie samej, starte na tarce jabłuszko, polane jogurtem naturalnym i posypane cynamonem!!! Mniam, pychotka :)

Miłego popołudnia dla Was. Muaa w policzki :)

2 komentarze:

  1. Może piżamkę warto kupić na dziecięcym? Piszę całkiem poważnie, na mnie czasem naprawdę też pasują ciuchy ze stoiska dla dzieci ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zim, dobry pomysł. Z reguły każda pidżama o ile góra z niej była na mnie dobra, to spodnie już nie, wszystko zwisało. Rozglądnę się po dziecięcych sklepach, a co się będę ;)

    OdpowiedzUsuń