piątek, 23 lipca 2010

Dzień, pomimo tego, że zaczął się dla mnie bardzo wcześnie, jako, że na bezsenność straszną cierpiałam, nie uwydatnił zmęczenia, jakie panowało u mnie wczoraj. Stan mój znalazł swojego winowajcę. Autoszczepionka, i mocniejsza dawka, kolejnego koloru z serii. Żółty, - kolor optymistyczny, więc dzisiaj jest już lepiej. Skoro świt, czyli o 9:00 ( no, może troszkę później), zameldowała się trójca cyklistów, w oporządzeniach odpowiednich, czyli kaskach..., to nic, że układałam włosy, żeby jakoś ten wiatr wytrzymały, gdybym wiedziała, że w kasku pojadę, to bym nic nie robiła no, ale upał dzisiaj występował, więc kask sprzymierzeńcem, coby głowy słońce nie strawiło, i nie spowodowało objawów udarowych. Kiedyś już przechodziłam, drugi raz nie chcę. Kask też warstwą ochronną przed kamieniami, które wylatują spod kół, a przy takim upale, kiedy asfalt topi się, nie trudno, aby coś przyczepiło się do roweru. Kask też powoduje, że cyrklujące powietrze, które wpada otworkami, chłodzi głowę, i wcale nie czuje się tego ciepła. Kask obowiązkowy jest! Wyruszyliśmy, ku przygodzie. Przywitaliśmy drogi główne, - asfaltowe, boczne, które wysypane były żwirem, pomyliliśmy trasę, jak zwykle zresztą, bo my nie lubimy iść na łatwiznę, co tam dla nas szlaki rowerowe, jak można jechać zupełnie w nieznane, odwiedziliśmy ścieżki leśne, w lesie najprzyjemniej jest, poza stadem gzów, które próbowały nas upolować, kto jechał wolniej, dostał za swoje, Kisioł, jadący za mną, postanowił wyprzedzić owady, ruszył do przodu, i obraz jaki ukazał się moim oczom był następujący..., wyprzedza mnie Kisioł, a za nim wyprzedza mnie 5 gzów, które próbują go "dosiąść" i ugryźć... Uśmiałam się, zostałam sobie na samym końcu, i oberwałam tylko raz, w udo, jeszcze od tyłu, bezczelne ;) Najlepsze rozwiązanie znalazł jednak szanowny pan Jacek, który zerwał gałązkę i okładał się nią po plecach. Grunt, to umieć sobie radzić:) I chociaż plecy, dały się we znaki, i nawet wystąpiła awaria, bo odkleiły mi się plastry, to było super. Uwielbiam to zmęczenie rowerowe, kiedy czuję, że pracuje mi każda część ciała. Zrobiliśmy 40 km, w ogóle tego nie odczułam, i teraz wiem, że wracam do normy fizycznej, nawet pupa nie boli, jupi, tylko nogi i ręce trochę dostały od słońca, i z lekka pieką, ale nic tam, kiedyś trza było się opalić..., i jakby to powiedział osioł..., "Ja chcę jeszcze raz!"

Kisioł, jako, że masz swoje święto, za zapomnienie przepraszam, ale wiesz, starość już mnie dopada i objawem pierwszym jest skleroza. Wszystkiego najlepszego, z okazji urodzin, życzę Ci, żebyś przez życie przechodził tylko z uśmiechem, żebyś zapomniał to, co było złe, a pozostawił w pamięci tylko te dobre chwile. Zdrowia!!! I żadnej wywrotki rowerowej! I szczęścia, i pieniędzy!I możesz być wredny, i szyderczy, i zołzowaty, byle byś był sobą!!! Sto lat, - brat!!! :D




I jeszcze skromne zdjęcie z dzisiejszego wypadu. W roli głównej: Muaaa and Leszek, a w tle jakiś wóz bojowy, czy coś ;) Moja mina wyszła taka, ponieważ zanim to zdjęcie zostało zrobione, trochę czasu minęło, a ileż można się uśmiechać ;)


3 komentarze:

  1. i tak ma byc!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. naprawde rycze jak bóbr milo usłyszec zyczenia -dzieki siostro!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rycz Kisiołku, chociaż z drugiej strony, chciałabym zobaczyć, jak ryczą bobry ;)

    OdpowiedzUsuń