Dzień udany, chociaż nie wszystko przebiegło po "naszej" myśli. Przez chwilę naprawdę pomyślałam, że jestem jakaś przeklęta i kumuluję w sobie moce, które niepostrzeżenie uszkadzają nawet ramy rowerowe, ale od początku...
W dniu wczorajszym Wesoły Team, poinformował mnie, że jak tylko dzisiaj pogoda dopisze, a według snów jednego z cyklistów tak właśnie miało być - wyruszamy na trasę - kierunek Pszczyna. Zgodziłam się bez zastanowienia, wszak ja niczego innego nie pragnę, jak tylko aktywnie spędzać czas, jeszcze w doborowym towarzystwie. Gdzieś tam podświadomie przychodziły myśli, że pewnie się to nie uda, ale wejście na portal pogodowy, utwierdził mnie w przekonaniu, że faktycznie dzień następny zapowiada się bezdeszczowy. Innej opcji, która mogłaby nam przeszkodzić w jeździe nie brałam pod uwagę, no bo przecież rowery sprawne, części zamienne w postaci dętki, czy też łatek były, bo przecież B. ma wszystko... Jednym, gwarnym słowem - JADYMY!
Noc przebiegła pomyślnie, ranek przyniósł piękne słońce, chociaż nie szło to w parze z temperaturą, ale kto by się tym przejmował. wszak ubranie na cebulkę + pracujące mięśnie = ciepełko. Chłopaki potwierdziły wyjazd i przed godziną 10:00, wesoły Team zameldował się u mnie pod blokiem, w składzie: Kisiołek, Szanowny B. i Szanowna J. wraz z jednośladami. Nastąpiła szybka wymiana dętki u jednego z cyklistów, i w świetnych humorach wyruszyliśmy przed siebie. Nie wspomnę, że przez pierwsze 10 minut jazdy nie czułam palców u rąk, bo chłód chciał zawładnąć członkami, ale słoneczko, które okazało się być silniejsze pozwoliło im wrócić do normy. Wiecie, jednak ciężko jest hamować, zastanawiają się, czy się już trzyma hamulec, czy jeszcze nie ;) Po kilkunastu kilometrach, zatrzymaliśmy się w sklepie rowerowym, potrzeba chwili ... Było to coś w stylu oszukać przeznaczenie. Nikt z nas nie wiedział, co się święci do momentu, kiedy Kisiołek usiłując wyjąć swój rower ze statywu, który znajdował się pod sklepem (wecie, co to statyw? Mam nadzieję ;)) sprawił, że siodełko wraz ze sztycą podsiodłową zostało mu w ręce. Pierwsze, co Szanownemu B., przyszło do głowy, to to, że strzeliła właśnie sztyca..., szybko jednak zauważył, że Kisiołek na sztycy podsiodłowej ma też część ramy z zatrzaskiem, który ową sztycę z siodełkiem trzymał wewnątrz ramy... Nastąpił szok!!! Jak to możliwe, że tak strzeliła rama? Nie mogliśmy w to uwierzyć, gdyby sztyca była bardzo wysunięta, to i owszem, ale ona była w większej połowie schowana w ramie... Co było robić? Wracać i od razu uderzać na sklep, w którym rower został zakupiony! Gwarancja na szczęście była i to chyba z tego wszystkiego nas najbardziej pocieszało, aczkolwiek, nie wiadomo, co producentowi mogło strzelić do głowy, zawsze pozostawała ta niepewność, że gwarancja zostanie nieuznana, bo np. jak udowodnić producentowi, że ta usterka nie powstała z winy użytkownika, tylko była wadą ukrytą... Postanowiliśmy obawy rozpatrzyć przy kawie, Kisioł w momencie stracił zaufanie do producenta i zaczął zastanawiać się, coby zakupić rower innej marki, czy też samej ramy (nie mówimy tu o rowerach w przedziale 200 - 1700 zł) Nie dziwi mnie fakt, że można stracić zaufanie do sprzętu, a jak jeździć po wymianie? Mózg sam będzie kumulował w klastrach, że rama znowu może się rozpaść, a gdzie wtedy przyjemność z jazdy? Ja dziękuję mieć taki stres. Nawet nie myślę, co by było, gdyby rama rozpadła się podczas np. zjazdu? Tragedia gotowa. Szczęście w nieszczęściu, że Kisiołkowi przytrafiło się to w stanie spoczynku, no! Mój rower tego samego producenta, ale model niżej, na szczęście żadnych pęknięć nie posiada i mam nadzieję, że grzecznie będzie mi służył jeszcze czas jakiś...
A to wszystko wina Salanee vel Zuski, miała być! Ja nie wiem, jak to tak można wszystko za Zuskę zwalać, i robić to jeszcze w taki sposób, że Zuska sama zaczyna w to wierzyć, a tyle razy miałam iść na jakieś obrzędy, które miałyby mnie odczarować i podczas tej właśnie pitej kawy (dzięki za napój B.) zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać, dopóty dopóki Kisioł nie doniósł mi po przyjeździe do domu i telefonicznej rozmowie z producentem, że trafiła się partia rowerów, które były z wadą fabryczną w postaci pękającej ramy w tych okolicach. Rower trzeba wysłać, a oni wymienią ramę na nową bez wad w kilka dni!!! UFFFF!!! Wobec tego, nie idę do żadnego szamana, przykro mnie ;)
Nie wspomnę już o nieprofesjonalnym zachowaniu pani w sklepie, która po prostu nie wiedziała nic, a pierwsze jej zdanie brzmiało: Samo się złamało? Nie kutwa, stado bobrów nas napadło! Nie chcę się denerwować, dlatego sprawę przemilczę, ale zdanie o kobiecie sobie wyrobiłam. Szok jej nie tłumaczy, ona ma być profesjonalistką, albo przynajmniej starać się taką być, a nie stać za ladą, jak to ciele i nawet nie starać się sprawiać wrażenia, że się chce coś zrobić, aby naprawa tudzież wymiana przebiegła w trybie szybkim. Dopiero klient musi sobie szukać numeru i dzwonić do producenta! Jej obowiązkiem było to zrobić, JEJ! Wszyscy są mili, kiedy się płaci... No nic, mam nadzieję, że takich sprzedawców nie ma wielu, że jednak większość ludzi pracujących w branżach, w których ma się kontakt z klientem, stara się udzielać fachowych informacji i mieć pojęcie... przede wszystkim je mieć!
A tu mały obiektyw uwiecznił nasz Wesoły Team. Mam nadzieję, że nikt nic przeciwko temu zdjęciu miał nie będzie, a jak jednak będzie, dawać znać - usunę twarze :)
I tak na sam koniec. Środa potwierdzona. Konsylium się odbędzie. Mam przed sobą dwa dni, po których dowiem się, kiedy przyjdzie koniec mojej choroby - mam nadzieję.
A tu mały obiektyw uwiecznił nasz Wesoły Team. Mam nadzieję, że nikt nic przeciwko temu zdjęciu miał nie będzie, a jak jednak będzie, dawać znać - usunę twarze :)
I tak na sam koniec. Środa potwierdzona. Konsylium się odbędzie. Mam przed sobą dwa dni, po których dowiem się, kiedy przyjdzie koniec mojej choroby - mam nadzieję.
bardzo ładnie napisane !:-) nic dodać nic ujać:-)
OdpowiedzUsuńA, dziękuję. Takie miało właśnie być ;)
OdpowiedzUsuńAleż Wam zazdroszczę tej jazdy :)
OdpowiedzUsuńCzytając czułam, jakbym była z Wami :)
Niech żyją cykliści i wszyscy wielbiciele rowerowego szaleństwa :)
Uściski :)
Twarzy nie likwidować!
OdpowiedzUsuńSkończyć z Szanownymi - imiona (pseudonimy, ksywki...) pisać!!
I o nic się nie bać!!!
To pisałem ja Robert, czyli Banderas, cyklista II-giej klasy...
Uahahaha, cyklisto II klasy ;)
OdpowiedzUsuńSię robi! Nie będzie więcej skrótów, będą nicki, imiona, przezwiska, etc, etc, ect :)
Aldi, szkoda, że dzieli nas tyle km, ale może kiedyś, gdzieś tam, daleko daleko się spotkamy :) Ale zanim to nastąpi, za pomocą obiektywów chłopaków sprawię, że przebędziesz z nami trochę kilometrów i zobaczysz nasze tereny, po których jest sama przyjemność jeżdżenia :)
OdpowiedzUsuń