Uwielbiam tę słoneczną pogodę, którą mamy przyjemność mieć przez ostatnie dni. Korzystam, jak mogę. Dzisiaj już o 8 rano wyjechałam w plener. O wiele lepiej jeździ się rano, nie ma wtedy takiego ruchu na drogach, powietrze jest rześkie, a słoneczko swoimi rozgrzewającymi się jeszcze promieniami sprawia, że chce się naciskać na te pedała ile ma się sił. Wyszło mi 22 kilometry. Muszę zmienić trasę, bo ta mi się znudziła. Po powrocie, jak zwykle wyczyściłam bicykl, trzeba dbać o swojego ulubieńca jest to, że tak powiem obowiązek cyklisty. Tylko przy czyszczeniu można sprawdzić, czy poszczególne komponenty są sprawne, czy nie ma gdzieś pęknięć, luzów, a co najważniejsze, konserwując komponenty sprawimy, że dłużej będą działać, a my sami będziemy bezpieczniejsi podczas jazdy. Obserwując rowerzystów śmiem stwierdzić, że większej połowie obce jest pojęcie "dbania o rower". Wieki pewnie miną, zanim to się zmieni...
Odwiedziłam dzisiaj także dentystkę. Nie czekałam w kolejce ponieważ wiedziałam, że nie usunę tego zęba bez względu na wszystko. Najpierw przeszczep, później ewentualny ząb, ale w gabinecie okazało się, że jutro znowuż muszę iść na RTG - tym razem panoramiczne. Wkurzyłam się nieziemsko, gdyby ta doktór była bardziej rozgarnięta, mogłaby wpaść na pomysł, że panoramiczne będzie dokładniejsze. Za jednego zęba płaciłam 15 złotych, a jutro muszę wydać jeszcze 40 złotych. Po prostu super. Dlaczego to zdjęcie? Ona ma obawy, czy to jest ropa. Według tego, co pokazało zdjęcie, które do niej przyniosłam jest to coś obcego. Dla niej wygląda, jakby ząb? Ale, że jest to raczej niemożliwe, abym tam miała cudownego zęba, którego na poprzednim zdjęciu nie było, to potrzebuje całej mojej szczęki... Przyznam, że mnie to zmartwiło, chyba już wolałam opcję posiadania ropnia. Póki się to nie wyjaśni, staram się nie martwić, ale to coś nad zębem nadal się powiększa jest twarde, niebolesne. Samo przez się sprawia, że nie mogę o tym przestać myśleć. Mama mnie jeszcze nastraszyła i już w ogóle klops. Rewelka, żeby się nie okazało, że będę miała to, co ty. Nie potrzebuję tracić zębów i wogóle - przecież ja nienawidzę dentystów.
Po południu postanowiłam pomaszerować. Jak polazłam to wróciłam po 2 godzinach. Nóg nie czuję.
A teraz sączę sobie kawkę i staram się jakoś wszystko poukładać.
Ach, ależ masz dobrze :)
OdpowiedzUsuńJa kiedyś, w pięknych, dawnych czasach zaczynałam pracę około 8 rano. Więc wiosną, latem, aż do późnej jesieni
brałam rower po piątej i do 7:45 gnałam tańcząc z wiatrem, ciepłym powietrzem i własnymi myślami.
Cały dzień po porannej przejażdżce był piękny, radosny i pełen energii :)
Po pracy ponowne wędrówki z rowerem.
Piękny był to czas :)
Uściski gorące od zapalonej cyklistki :D
alanee, to Ty nie wiesz, jak to się powinno dentystycznie robić, żeby było taniej, szybciej i co najważniejsze - skutecznie? :) No to zapraszam do lektury o kowalach z XIX wieku :) Wystarczył młotek i dobre szczypce :) Ewentualnie do tego wódka, żeby znieczulić pacjenta, ale ewentualnie, bo wódka z tego co widzę też najtaniej to ok. 15 zł. No i jak ekologicznie, bez chemii :D Pozdrawiam i życzę zdrowia :)
OdpowiedzUsuńAldusia, a wiesz, że ja się już nie mogę doczekać tego powrotu do takiej prawdziwej normalności, czyli praca, a później przyjemności, na które nie wiem, czy aż tak znajdę czas, znając mój postępujący pracoholizm, jeżeli już się w coś wciągnę? Jak ja będę funkcjonować bez tych codziennych tras, to nie wiem.
OdpowiedzUsuńŻebyś wiedziała, kiedy rano nawdychamy się powietrza, zmęczymy mięśnie, a później weźmiemy gorącą kąpiel, to cały dalszy dzień jest pełen energii i uśmiechu :)
Wydawać by się mogło, że rower powinien każdemu przypaść do gustu. Niestety, u mnie w bloku to same śmierdzące lenie są, nie wiedzą, co dobre ;)
Całuję cyklistkę :*:*:*
Zim, no po prostu Aaaałłłłłaaaa :P
Aż mnie zęby zaczęły boleć. A, co do znieczulenia alkoholowego to na obecnym etapie, wystarczyłby mi pewnie kieliszek, i niech bierze kowal szczypce, i niech wyrywa :D