Dlaczego takie zdjęcie rozpoczyna dzisiejszy wpis? Bo już po prostu nie mam siły tłumaczyć się ludziom, że ja to faktycznie ja, że sporo mnie ubyło, że wiodę teraz inny tryb życia i w ogóle, że wyglądam troszkę inaczej, ale czy jest aż taka różnica? No dobra, zgadzam się, jest mnie mniej, nie neguję, bo widać, ale znowu niech nie robią ze mnie anorektyczki, bo nią nie jestem. Czasami mam wrażenie, że przez niektórych przemawia, jakby to delikatnie powiedzieć - zazdrość w rozmowie ze mną, bo udało mi się schudnąć, bo w niektórych mniemaniu jestem anorektyczką. Za moimi plecami plotkują do moich rodziców, mówiąc im, że chyba jestem za chuda, żeby coś z tym zrobili, a kiedy widzę się z nimi powtarzają, jak super wyglądam, jak to mi zazdroszczą, jak to by bardzo chcieli schudnąć, jak ja to zrobiłam..., a potem wyjmują kolejną bułkę, przegryzają kiełbasą, nie zapominają także o chipsach, ciastkach i cukierkach. Czy z zazdrości aż tak bardzo można życzyć komuś powrotu do dawnej wagi? No i jeżeli ja mam anoreksję, to ciekawe, gdzie jest granica prawidłowej wagi, i jak musieliby mnie nazwać na zdjęciu, na którym ważyłam 75 kg? Ciele? Wieprz? Ważę tyle i świetnie się z tym czuję. Jestem szczęśliwa, samoocena podniosła się. Ważę tyle, bo mogę. Dlaczego nikt nie pomyśli, że ja przez 11 lat miałam podawane hormony i to one w głównej mierze pomogły mi przytyć, że nie jadłam regularnych posiłków, czyli zapominałam o śniadaniu i tym sposobem powodowałam, że mój metabolizm magazynował wszystko, co dostawał. Wszystko miało być na gorsze czasy. Teraz wie, że gorszych czasów nie będzie, bo właścicielka zmądrzała. I wiecie, co? Ci zazdrośnicy i fałszywcy mają ponad 50 lat. To chyba jest najbardziej żałosne. No, ale nic. Moje życie jest przede mną, a ja sama chcę być siebie dumna i jestem, że udało mi się zmienić siebie, ale tylko zewnętrznie, bo wewnątrz jestem ciągle tą samą osobą, taką Zuską, której uśmiech nie schodzi z twarzy. A jeżeli komuś się nie podoba to, że czuję się w swoim ciele super, niech się nie patrzy, niech nie udaje sztucznej troski, i niech się zastanowi nad swoją dwulicowością. Nienawidzę tej cechy. Tfu! Właściwie, to nie wiem po co to piszę, ta osoba i tak tego nie przeczyta, chciałam dać upust swoim emocjom, w końcu to mój pokój jest. Over.
A, co tam dzisiaj załatwiłam?
Dostałam żelazo Sorbifer Durules i kwas foliowy. Dodatkowo skierowanie do hematologa. Idę do niego w sobotę, odpłatnie. Lekarza rodzinnego zmartwiły białe krwinki, monocyty, białko i leukocyty w moczu. Wszystko pogorszyło się po wyjściu ze szpitala, pomimo prawidłowego odżywiania. Powiedział, że organizm wyniszczyła choroba i on teraz ma problem z przyswajaniem żelaza, które znajduje się w pokarmach. Odporność u mnie zerowa, dlatego mam zakaz gromadzenia się w skupiskach osób chorych, podobno złapię wszystko. A na anemię z niedoboru żelaza, mam przez miesiąc brać leki, a później do kontroli. Zobaczymy, co też powie hematolog, jakoś spokojna jestem i się nie martwię, bo wiem, że i tę przeszkodę pokonam. Mam duży zapas sił, przecież ciągle mnie roznosi :)
Zaliczyłam też dentystę, ponieważ obrzęk nad górną szóstką powiększał się. Hm, dziwną rzeczą jest to, że nic tam nie było, żadnej ropy - nic. Według dentysty, bakterie się tam dostają i powodują takie dziwne coś. Hym. Założył mi felczer i jeżeli wypadnie, znowu mam przyjść. Byle do 30 sierpnia, wtedy zaczynam leczenie.
Kiedy ja odpocznę od tego wszystkiego, no kiedy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz