środa, 29 czerwca 2011

Zmęczona i senna. Taki dzisiaj mam dzień. 2 godziny podróżowałam na własnych, krótkich nogach. Musiałam zarejestrować się do hematologa i mamie załatwić parę spraw (oczywiście nie udało się pomóc rodzicielce, bo środa to dzień wewnętrzny), trudno. Jutro się uda. Czeka mnie jeszcze wyjazd o 16 do księgowej w celu rozwiązania umowy o pracę.W końcu, bo pozwoli mi to przejść pod ubezpieczenie zdrowotne MOPS-u na ten pozostały czas choroby, a później to już urząd pracy i powrót do życia. Nic mi się nie chce. Robiąc wpis, zamykają mi się oczy, to jest jakaś masakra. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mogłabym przeleżeć cały dzień w łóżku i nie miałabym z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Jeszcze ten metaliczny posmak w ustach, który zaczął trwać od rana. Przez to nie mam apetytu na nic. Jem, bo muszę, a smak podły. Czyżby to przez preparat żelaza tak się działo? Oby nie, bo straszny ten smak jest i jeszcze to pieczenie w gardle, ble. Raz na wozie, raz pod wozem, ech. Dobrze, że mam się też z czego cieszyć. Goi się rana, praktycznie wszystko pokryło się już blizną. Są małe niedociągnięcia, ale powolutku i to zniknie. Niech się ten organizm zregeneruje i da mi odpocząć. Nawet doktor sugerował, żebym pomyślała po wszystkim nad jakimś sanatorium. Tyle lat, to nie jest tak, że wyjdzie się z tego bez szwanku. Fakt, teraz to zauważyłam, ale niestety na sanatorium mnie nie stać, będę musiała na własny sposób się zregenerować, jakoś. 

Uciekam, położę się na chwilę.
Bywajcie.

2 komentarze:

  1. Cieszę się, że rana się goi. Może faktycznie takie sanatorium to dobry pomysł? Miała byś trochę czasu, że sobie wypocząć. Udanego wypoczynku, pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Jakubie. Takie sanatorium to niewątpliwie świetna sprawa, potrzebuję tego, jednak znam realia. Wystarczyłby mi tydzień w góreckach, hej ;)

    OdpowiedzUsuń