czwartek, 23 czerwca 2011

Smutno...

Miałam dzisiaj napisać coś więcej i w ogóle obrać inny kierunek myślenia, jednak po wejściu na bloga Ewy się to zmieniło... Ewo, jestem przy Was myślami. Modlę się. Nie potrzeba tyle cierpienia...

2 komentarze:

  1. Smutne to bardzo, ale człowiek nic tu nie poradzi, taka wola Boga. Musimy wspierać Ewę, aby umiała to wszystko znieść i potrafiła pogodzić się z okrutnym losem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłość może wiele znieść, ale są momenty granicy, przez którą ciężko jest przejść. Jedni się zatrzymują na niej i ciągle pytają: jest Bóg? A może Go nie ma? Inni ją przekraczają, próbują dociec tej tajemnicy. Artyści na przykład doskonale wiedzą, że to co my nazywamy światem materialnym czy zewnętrznym i normalnymi zachowaniami to tak naprawdę nasze ustalenia, ale oni też potrafią je rozgraniczyć. Gorzej jest wtedy, kiedy wskutek żałoby czy gwałtownej straty pogrążymy się w smutku na tyle, że stracimy poczucie granicy między tym, co nasze i wewnętrzne, i tym, co jest na zewnątrz nas.
    Modlę się o Ewę i Janka, o siłę dla nich...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń