Im dłużej leżę, tym bardziej chcę wstać? Logiczne. A serio. Mimo tego, że lekarze kazali wypoczywać, aby przeszczep miał spokój, nie jestem w stanie spędzić całego dnia w łóżku. Dużo leżę, ale z chodzeniem też nie jestem na bakier. Teraz, kiedy ból nogi nie doskwiera, jest mi o wiele łatwiej, poza tym dom i posiadanie psa sprowadza się do obowiązków wyjścia na dwór, kiedy nie ma nikogo lub ktoś, kto do tej pory wychodził z czworonożką jest w pracy. Dochodzę do siebie. Mam siły, które występowały u mnie przed szpitalem, mogłabym góry przenosić..., tylko ogranicza mnie ten przeszczep. Nie mogę doczekać się kontrolnej wizyty, na której to mam nadzieje dowiem się, kiedy zacznę normalnie żyć. Podejrzewam, że zostanę potraktowana nożyczkami, bo część przeszczepionej skóry sobie wisi, więc doktor na pewno ją odetnie. Chyba za wcześnie zdjęto klamry. Zbytnio się tym nie przejmuję, bo przecież te blizny mi nie znikną, więc większa dziura nie dołuje mnie aż tak bardzo. Tak na marginesie, to w szpitalu siostry śmiały się, że mam blizny w kształcie gwiazdy betlejemskiej... Szalone. Kiedyś odważę się i wrzucę tu zdjęcie mego tyłu - ocenicie, o ile będziecie na tyle ciekawi ;) Generalnie to chyba nie jest źle, rana jest ukrwiona, widać, że coś tam chce ziarninować, wydobywa się z niej jakaś substancja, ale miałam ją też w szpitalu. Nie nazywam jej, bo nie wiem, co to jest. Co najważniejsze, nie boli i nie przerasta. Oby tak dalej.
Dni mi się strasznie ciągną, szczególnie kiedy spędzam je w samotności. Z rana przyjdzie do mnie bratanica, pobawimy się, czy też porozmawiamy, więc mam jakieś tam urozmaicenie. Robi się z niej taka moja kumpelka. Nauczyłam ją rzuć gumę, byście widzieli, jakie to dla niej odkrycie, że coś nie chce się rozpuścić. Po 3 minutach mówi, że guma nie ma smaku i chce nową..., ciotka na gumy nie zarobi. Fajna jest dziewczynka, kiedy jest się z nią sam na sam. Moją mamę wyrzuca z pokoju, bije ją i mówi : - odejdź, ja tu sobie rozmawiam z Agą! Nie dopuszcza do mnie nikogo, chce mnie mieć na wyłączność, wpatrzona jest we mnie, jak w obrazek... Miłość bezwarunkowa. Wewnętrzny bunt, który nosiłam w sobie, pękł. Już się nie złoszczę, że mała przychodzi, teraz na nią czekam. Dawno nikt nie sprawił, że moja buzia tak szczerze się śmiała, a Amelka robi to już od kilku dni. Fajnie jest czuć się potrzebną.
Impreza urodzinowa brata, odbyła się na działce brata. Byłam zaproszona, ale wiadomo, że wstawić się nie mogłam. Brat wrócił do normy, odzywa się do mnie, jakby nic się nie stało. Ja już zapomniałam o krzywdach. Trzeba żyć dalej.
Popijam sobie kawkę..., i czekam aż dzień dobiegnie końca. Byle do 20 czerwca.
Pees!
Dodałam galerię do bloga. Znajdą się tam zdjęcia ze wspólnych wypadów, których doświadczę lub już doświadczyłam :)
Pees!
Dodałam galerię do bloga. Znajdą się tam zdjęcia ze wspólnych wypadów, których doświadczę lub już doświadczyłam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz