Zmęczona i senna. Taki dzisiaj mam dzień. 2 godziny podróżowałam na własnych, krótkich nogach. Musiałam zarejestrować się do hematologa i mamie załatwić parę spraw (oczywiście nie udało się pomóc rodzicielce, bo środa to dzień wewnętrzny), trudno. Jutro się uda. Czeka mnie jeszcze wyjazd o 16 do księgowej w celu rozwiązania umowy o pracę.W końcu, bo pozwoli mi to przejść pod ubezpieczenie zdrowotne MOPS-u na ten pozostały czas choroby, a później to już urząd pracy i powrót do życia. Nic mi się nie chce. Robiąc wpis, zamykają mi się oczy, to jest jakaś masakra. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mogłabym przeleżeć cały dzień w łóżku i nie miałabym z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Jeszcze ten metaliczny posmak w ustach, który zaczął trwać od rana. Przez to nie mam apetytu na nic. Jem, bo muszę, a smak podły. Czyżby to przez preparat żelaza tak się działo? Oby nie, bo straszny ten smak jest i jeszcze to pieczenie w gardle, ble. Raz na wozie, raz pod wozem, ech. Dobrze, że mam się też z czego cieszyć. Goi się rana, praktycznie wszystko pokryło się już blizną. Są małe niedociągnięcia, ale powolutku i to zniknie. Niech się ten organizm zregeneruje i da mi odpocząć. Nawet doktor sugerował, żebym pomyślała po wszystkim nad jakimś sanatorium. Tyle lat, to nie jest tak, że wyjdzie się z tego bez szwanku. Fakt, teraz to zauważyłam, ale niestety na sanatorium mnie nie stać, będę musiała na własny sposób się zregenerować, jakoś.
Uciekam, położę się na chwilę.
Bywajcie.
Cieszę się, że rana się goi. Może faktycznie takie sanatorium to dobry pomysł? Miała byś trochę czasu, że sobie wypocząć. Udanego wypoczynku, pozdrawiam serdecznie! :)
OdpowiedzUsuńWitaj Jakubie. Takie sanatorium to niewątpliwie świetna sprawa, potrzebuję tego, jednak znam realia. Wystarczyłby mi tydzień w góreckach, hej ;)
OdpowiedzUsuń