Dobry wieczór. Ostatnio zdarza się, że później niż zwykle wracam do domu. Większość czasu spędzam poza nim, tak mi jest dobrze i czuję się bezpiecznie otoczona ludźmi, z którymi lubię posiedzieć u Lali i przyjaciółmi, z którymi wybywam w szeroki świat, z którymi się śmieję i mogę mówić o wszystkim. I mimo, że przez jakiś okres było nas mniej, to teraz znów nastał czas, w którym tworzymy zgrane trio. Podzielanie pasji jest dla mnie bezcenne. Z nikim, nigdy się tak dobrze nie bawię, jak z Kisiołkiem i Konarem. Oni mają w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala się zgubić. Takie dwa chłopaki, jeden mniejszy, drugi większy. Jeden gaduła, drugi szyderca i prześmiewca. Takie dwa chłopaki, rozrabiaki. Gdybym ich nie poznała, nie byłabym dziś Zuską, nie zaszczepiliby we mnie tego, co oni od zawsze lubili i lubią robić... I żałuję, że nie mogłam ich znać wcześniej, straciłam dużo, nawet bardzo. Ale to, co mam teraz, to co mi pozostanie, będzie miało miejsce w serduchu na zawsze, bo istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija..., a uśmiech mówi sam za siebie.
Zmęczenie daje o sobie znać, dlatego nie napiszę zbyt dużo. Dzień spędzony na Przełęczy Zakocierskiej, będzie o tym więcej, pewnie już jutro, jak oczywiście znajdę czas, bo mam troszkę załatwień, ale dzisiaj chcę, abyście zobaczyli filmik nakręcony przez Kisiołka. Będzie on przedstawiał nas, czyli mnie i Konara w trakcie wyjścia. Dopadliśmy ostrężnice a Kisioł wykorzystał okazję. Mistrzyni drugiego planu, czyli ja i zawstydzony Konar. Filmik jest krótki, ale ile razy go oglądam, tyle razy cieszę... z siebie oczywiście. No bo w sumie, normalna to ja nie jestem ;)
Pora na dobranoc. Postaram się jutro podzielić i zdjęciami, i wszystkim innym - pozytywnym :) Śpijcie dobrze robaczki.
Póki jest lato, trzeba korzystać :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń