niedziela, 7 sierpnia 2011

Późny wieczór, za oknem znowu pada deszcz, dobrze że chociaż wytrzymało przez te dwa dni. Niedawno wróciłam z baru, popijam sobie zieloną herbatę z wkrojonym plasterkiem imbiru, nogi wyłożyłam na pufę, i z czystym sumieniem piszę, wręcz krzyczę: TO BYŁ SUPER WEEKEND!  Przedpołudnia pożytkowane na wysiłku, a popołudnia spędzane w doborowym towarzystwie, idealność pod wieloma względami. Zaspokojone potrzeby fizyczne i psychiczne. Uśmiech, który towarzyszył przez te 2 dni nie tylko mnie, był bezcenny. Życzę każdemu takich chwil, w których przestaje liczyć się szara rzeczywistość, w których człowiek przez moment, nawet krótki, zapomina o problemach, potrafi wyłączyć klaster w mózgu odpowiedzialny za stres. Udało się to osiągnąć i bardzo się cieszę. Mimo drobnych ucieczek żyłam, jak chciałam i nie przejmowałam się tym, co powie rodzina. Chociaż i ona powoli zaczęła rozumieć. Mam swoje życie, potrzebuję tego życia. Dobra, dość filozofowania, te wieczory jakoś tak na mnie oddziałują, kiedy zasiadam późno do komputera - dziwne, chociaż dawno niepraktykowane, bo zwykle o tej porze już śpię.
Podsumowując: 
- przez 2 dni, przejechaliśmy 136 km - czy to dużo? Myślę, że tak w sam raz.
Dzień pierwszy to nachylenia, dosyć spore, to piękna wycieczka do Wadowic, szlakiem Witanowic i okolic. Oko obiektywu było, zdjęcia znajdą się w galerii.
Dzień drugi, czyli dzisiejszy, to Pszczyna, to ucieczka przed burzą, która nie przyszła, to zawrotne, powrotne tempo, to  niezamykająca się buzia Konara, to przystankowe popierduchy Kisioła (sorry, Kisioł, ale musiałam), to po prostu kupa śmiechu, jak za starych dobrych czasów...
- w dniu dzisiejszym,  licznik rowerowy pokazał 2000 km. Tyle przejechałam na moim bicyklu. Renegade 0.4, firmy Mbike ma swoje małe święto. Przez 3 lata jego posiadania, nie zepsuło się w nim zupełnie nic (fakt, że przez chorobę nie był tak użytkowany, jak mógłby być). Dzielnie służył, i mam nadzieję, że nadal służył będzie.  Z tej okazji jutro go umyję, bo te 2 dni jazdy, w piachu, pyle i nie wiadomo  czym jeszcze sprawiły, że jego naturalna szarość zamieniła się w barwy wyblakłego pyłu. Przyszedł też czas na wymianę klocków hamulcowych i zamianę opon. Wszystko ma swój czas, opony się zdzierają.

Późno. Uciekam spać, jutro więcej, mam tyle do zrobienia, a tu czasu jakoś brak.

P.s.
Nie pijcie herbaty z imbirem - to jest jakaś porażka.

1 komentarz:

  1. Ja też nie lubię herbaty zielonej z imbirem. Czarna z miodem i cytryną i do tego szczypta (!) imbiru to coś innego :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń