środa, 3 sierpnia 2011

"Jak mogę mówić o pięknie, jak mógłbym snuć rozważania estetyczne, skoro jestem smutny, śmiertelnie smutny... Utraciłem jeszcze jeden składnik egzystencji - piękno. W ten sposób stopniowo utracisz, człowieku, wszystko..." 

Dobry wieczór wieczorową porą... Dzień był długi i dosyć intensywny. Zaczął się przed 6 rano i trwa..., ale już niedługo, pójdę za chwilkę prosić Morfeusza, aby utulił mnie do snu. Potrzebuję tego bardzo. Czasami lepiej jest spać, aby dać odpocząć głowie.

Lubię jeździć - to wiecie, na rowerze - żadna nowość, daleko - bywa i tak. Dzisiaj jednoślad zaprowadził mnie do Wygiełzowa. Po południu, bo wcześniej nie mogłam. Ja i wiatr, który szczególnie mnie sobie ulubił, w którą stronę nie jechałam, wiał we mnie powodując, że nawet zjazd z górki nie spowodował wzrostu adrenaliny, bo spowalniało w momencie. Nogi za to odczuły jazdę, szczególnie lewa, posiadam zakwas..., może też i tempo sobie za duże narzuciłam, bo starałam się nie schodzić poniżej 25 km/h, co w jeździe pod wiatr nie przychodziło łatwo. Podjazdów oczywiście nie wliczam w założenie w/w nie schodzenia. Jak się jechało? Boczne dróżki były w porządku pod względem natężenia ruchu, ale główne przyprawiały o ciarki na rękach, jak kiedyś zginę, winić kierowców ciężarówek.Nie dość, że jadą strasznie blisko rowerzystów, to jeszcze chamy trąbią, a wiedzą, że nie wolno tak robić! Dwa się dzisiaj prawie o mnie otarły bo wyprzedzały, kiedy z naprzeciwka jechały samochody. Wybrałam sobie dosyć ryzykowne hobby, ale liczę się z tym, że kiedyś ktoś może mnie niechcący "pyknąć" podczas jazdy, a wtedy biada mi, oj biada... Po drodze naliczyłam 7 rozjechanych jeżów, 2 psy, 3 wiewióry, czy coś podobnego. Żal, że kierowcy nie uważają, że zwierzęta dla nich to niższa kategoria..., z drugiej strony co się dziwić..., na ludzi też nie uważają... Kiedy już zobaczyłam górę, na której znajdował się zamek - poczułam wyraźną ulgę, a przede wszystkim satysfakcję. Pozostało jeszcze jedno - podjazd pod zamek. Było ciężko - nawet bardzo, nie zdawałam sobie sprawy, że jest tam tak stromo, ale mogę powiedzieć, udało się!!! Nie pod sam obiekt, bo tam musiałam wyprowadzać, ale do końca asfaltu. Podnosiło koło straszliwie, bo lekka jestem i nawet podjazd na stojąco temu nie zapobiegał, mięśnie piekły niemiłosiernie, czułam bicie serca w każdym miejscu, skronie pulsowały,  ale jak się uprę - to nie siły! Do głowy przychodzi mi jeden cytat Paulo Coelho - [...] twoje blizny są twoją siłą - w moim przypadku się to sprawdza. Kiedy wydawało się, że już nie dam rady, myślami uciekłam do szpitala i wszystkich tych bolesnych zabiegów, które przechodziłam bez znieczulenia... Od razu dostałam kopa, zastrzyk mocy. Było fajnie, chociaż smutek też gdzieś mi towarzyszył... I nawet kilka łez, których nie spowodował wiatr.

Wracając do tych moich blizn. Troszkę cierpię, bo ubytek znajduje się w miejscu, gdzie jest kręgosłup. Uniemożliwia to leżenie na plecach przez dłuższy czas, ból duży, taki sam dyskomfort, niestety nic się z tym nie da zrobić, muszę tak żyć.

A teraz uciekam. Się zwinę, przybiorę pozycję embrionalną i usnę. Kolorowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz