poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Ot, poniedziałek się nam zrobił, a na dodatek za godzin parę się będzie kończył. Nawet nie wiem, kiedy przeleciał mi ten czas. Od samego rana w ruchu. Pobudka o godzinie 6, od 7 koczowanie pod gabinetem doktora rodzinnego. Otrzymałam kolejne dawki leków. Niestety, tak to już bywa, że czasami organizm nie chce czegoś przyswoić od razu, i trzeba się męczyć, niszczyć wątrobę, żeby osiągnąć pełen sukces. Daleka droga przede mną, bo wartości  marne, ale dam radę - co tam. Południe i popołudnie to kucharzenie. Dzisiaj na obiad serwowałam placuszki z cukinii, z sosem czosnkowym (z ogórkiem i papryką czerwoną), a do tego imbirową sałatkę z pomidorów. Cóż..., nie każdy lubi pikanterię, ale przynajmniej będzie więcej dla mnie, ja się w niej kocham ;) Byście widzieli, jakie miny mieli rodzice, kiedy jedli (przepis zaczerpnięty z sieci). Na podwieczorek przygotowałam placuszki otrębowe z orzechami i suszonymi śliwkami, polane miodem i posmarowane dżemikiem porzeczkowym... Pociekła ślinka? Miała pocieknąć ;) Po wypiciu kawki z cynamonem - ostatnio innej nie pijam, postanowiłam wyjść na rower, jako że na dany moment nie padało, nawet przebijało się słoneczko. Od ostatniej jazdy rower nie był czyszczony, więc miałam postanowienie, że w dniu dzisiejszym umyję biedaka, bo tak jakoś nie godzi się, żeby stał brudny. Na moją korzyść?, kilka kilometrów od domu, dopadł mnie taki deszcz, że przyjechałam cała mokra, ale z czystym rowerem ;) Udało się zrobić 20 km - tempem szybkim. Po wejściu do klatki oczywiście przestało padać, inaczej być nie mogło. Nie powiem, fajnie czasem jest zmoknąć, fajnie jak woda chlapie do oczu podczas jazdy, fajnie być brudną ;) A żeby jeszcze było mało, tak mnie roznosiła energia, że wieczorem poszłam sobie biegać. 30 minut szybszego truchtu, wypociło mnie maksymalnie. To jest ciekawe, że się wcale nie zmęczyłam i mogłabym biegać jeszcze i jeszcze, ale ciemno się robiło, więc lepiej było nie ryzykować skręcenia kostki... Kolejne zajęcie sobie znalazłam, lubim  biegać :D

No i skończył mi się dzień. A jutro trzeba mi zaszczepić psa. Co jeszcze? Tego nie wiem, ale na pewno będzie aktywnie :D

Dobranoc. Zieeeew!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz