Dobrze widać, palę! Po 10 miesiącach niepalenia - stało się. Czas jednak nie jest żadnym wyznacznikiem. Jak się czuję? Dobrze, chociaż na początku miałam wyrzuty, kalkulowałam w głowie, czy aby na pewno postępuję właściwie. Czułam, że zdradziłam siebie, że zaprzepaściłam tak długi czas. Wiedziałam, że im więcej papierosów w mojej buzi, tym trudniej będzie później powiedzieć sobie dość. Jednak w miarę upływu czasu, wyklarowało mi się w głowie, że ja chcę palić - chcę! Daje mi to ukojenie w momencie, kiedy jestem zdenerwowana, pozwala się wyciszyć, zapomnieć. Zatruwam siebie, ale też i pomagam. Tylko palacz zrozumie palacza. I odchodzi w dal to, że śmierdzę. Zdaję sobie z tego sprawę, bo doświadczyłam zapachu innych, kiedy byłam jeszcze osobą niepalącą. Nikt nie jest doskonały. Nie odbiorę sobie jednak tej przyjemności. Kiedy wkładam papierosa do ust, uśmiecham się w duchu, bo uzyskałam odrobinę szczęścia - daje mi to papieros, wyobrażacie sobie? 10 miesięcy czegoś brakowało. Dzisiaj wiem, co to było... W domu nie palę, mamie nie mówię, bo ona dzielnie się trzyma, chociaż widzę, że też by chciała i tylko poranne duszenie, jakie miała przy paleniu, pozwala jej trwać w abstynencji. Oby na zawsze. Ja jestem ta słabsza, ale mnie do rzucenia zmobilizowała tylko cena i choroba, sama ja, zawsze lubiłam palić.. Teraz zdrowieję, to i pieniążki wrócą, jak już znajdę pracę. Cóż - bywa czasami i tak. A, jak się to ma do mojego amatorskiego jeżdżenia na rowerze? Nijak, wydolność nadal duża, motorek w czterech literach jest i nie ma zamiaru nigdzie się wybrać :) Gdyby wydolność oddechowa się zmniejszyła przy wysiłku, zaczęłabym się zastanawiać. Póki, co - nie muszę.
Miłego poniedziałku.
Czas na kościół.
Czas na rower.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz