piątek, 22 października 2010

Ależ ja sama siebie denerwuję. Nie wiem, co się ze mną dzieje, co jest nie tak, że całymi dniami potrafię nic nie robić, siąść zapatrzyć się w jeden punkt i tak się w niego gapić, doprowadzając tym samym oczy do wściekłości. Brak mi jakiejkolwiek motywacji do brnięcia w tym lepszym kierunku. Właściwie, to nie widzę nic, co by miało polepszyć mi przyszłość, co pozwoliłoby zobaczyć jakieś światełko w tunelu. Ogólnie o to życie mi chodzi, czy robię w nim to, co powinnam, czy tak sobie dawno temu zakładałam, czy tego chciałam? Właściwie, to nie wiem, co chciałam, od samego początku zabierali mi to, o czym marzyłam. Najpierw pasje, które utraciłam wraz z chorobą ręki, później studia pedagogiczne, na które nie mogłam pójść ze względu na chorobę zawodową nauczycieli, przez rękę również, a teraz ta choroba, która zabrała mi nie tyle pasje zimowe, ile zmieniła mnie całą, pod kątem psychicznym głównie. Kiedy psychika jest chora, to chociażby człowiek się starał nie wiem, jak bardzo, choćby miał milion pocieszycieli, choćby każdy mu dobrze życzył - nie da rady zmienić swojego myślenia, kiedy nie dzieje się u niego nic, co mogłoby mu pomóc w wychodzeniu na prostą. A co mogłoby? Jedni mówią - cierpliwość, drudzy - wiara, a trzeci - zielarz. Cierpliwości mam dużo, znoszę wszystko, co mi się przytrafia. Wiara, hmm tu pojawia się problem, tyle razy wierzyłam, że teraz będzie lepiej i każdorazowo wystąpiło rozczarowanie w bardzo krótkim czasie - dodam. Co, do zielarzy i w ogóle do ludzi, którzy innymi sposobami leczą ludzi. Nie potrafię się do nich przekonać, nie wierzę w jakieś inne moce, a tym samym - boję się eksperymentować. Dlaczego? Wystraszyłam się raz, kiedy podstępem zabrali mnie do wróżki, a po całych jej obrzędach, cierpiałam całą noc. Gorączki, schizy i w ogóle wszystko, co złe. Moja sąsiadka ma siostrę, która jest bioenergoterapeutką, Ona też próbowała mi pomóc..., chyba na mnie jej moce przestały działać, bo nie stało się zupełnie nic, bo przecież ręce nie wygrają z gronkowcem złocistym. To samo z zielarzem - jeżeli autoszczepionka, która jest robiona z moich bakterii nie działa, to jak On sam może mi pomóc? Po prostu nie potrafię się przekonać..., sorki Aniu... I tak, od początku coś psuło mi plany, komplikowało założenia aż w końcu, przestałam planować, co robić będę, walczyłam o rękę, mimo wielu niedogodności, a później poszłam do pracy, która wycięła mnie z życia i w efekcie pozwoliła rozwinąć się chorobie, z którą walczę teraz..., gdybym nie bagatelizowała tych bóli, może nie miałabym problemów?

I boli mnie to, że wszyscy chcecie mi pomóc, a ja jestem taka nieprzystępna, zamknięta w sobie, małomówna. Na pewno niektórym brakuje mnie takiej, jaką mnie poznali - ja to wiem. Staram się powrócić do kondycji, ale nie umiem, nie potrafię, nie widzę też sensu, bo ile razy był wzlot, tyle razy później następował upadek. Boję się każdego następnego upadku, bo mogę sobie już w ogóle nie poradzić. Jak to mówi W., - do Ciebie można mówić, a Ty i tak swoje. Niestety - ma rację. Nie da się zmienić czegoś, co na siłę wdziera się do głowy i nie pozwala być tamtą radosną Salanee, która występowała w początku swojej choroby. Przecież wtedy nie było samym złych chwil - coś się działo, coś potrafiło wykrzesać ze mnie te pozytywne pokłady, gdzie to się podziało teraz, jak tego szukać, co zrobić, żeby to wróciło. Dobrze, że jeszcze mam dla kogo wstawać rano, a później kłaść się spać. Gdybym teraz została sama, tak całkiem sama, popadłabym w permanentny dół i nie chciałabym już z niego wychodzić, nie walczyłabym. Nie miałabym siły, aby pozbierać się i znaleźć jakieś pozytywy, byłoby mi łatwiej nie robić nic. Dlaczego o tym piszę? Ile razy wylałam z siebie obawy, tyle razy było później lepiej. Mam nadzieję, że i tym razem się to sprawdzi. Chcę brnąć do przodu, chcę dawać radość swoją osobą, nie chcę tak siedzieć, bez celu, bez chęci, bez niczego. Wiem, że kiedy jestem smutna, czy też zamknięta w sobie, nie pomagam też odbiorcy, a że z W. spędzam trochę czasu, to On najbardziej pokrzywdzony przeze mnie jest. Dobrze, że sobie zajął czas graniem, przynajmniej nie ma takiej ciszy w słuchawkach.

Wyszedł tu jakiś taki całkoształt mnie, który można opisać jednym słowem - LEŃ! Narzeka, a nie robi nic, żeby to zmienić. Coś jej świta, ale druga myśl od razu negatywna jest i tym samym skreśla to świtanie. Doświadczenia życiowe to chyba sprawiły... Gdzie się podziały te moje dobre drogowskazy? Wiem, że w ich poszukiwaniu nie będę sama, ale w którym kierunku trzeba pójść, aby je znaleźć i tym samym wyrzucić z mojego życia to lenistwo? Może krzykiem coś się da osiągnąć? Dlaczego tak mi się wydaje? Otóż... w ostatnich dniach jadam kolację. Nie mam innego wyjścia, nie mam możliwości dyskutowania, czuję się w tym momencie malutka strasznie..., i zjadam, chociaż nie czerpię z tego przyjemności. Każdy gryz to wyrzut, ech :( W osiągnął to, co kiedyś tam sobie zamierzył, nie wiem jak to się stało, ale przyszło to zupełnie niespodziewanie. Podszedł mnie i nie pozostawił już wyboru - dla mojego dobra... :* Nie obyło się bez mocniejszych akcentów, dlatego to lenistwo, które we mnie siedzi też tym lub podobnym sposobem będzie można wypłoszyć, żeby już mnie nie maltretowało tak?

I kiedy tak sobie to wszystko piszę, naszło mnie takie pytanie, czym jest życie? Odpowie mi na nie najlepiej bł. Matka Teresa z Kalkuty...



”Życie jest Błogosławieństwem - przyjmij je
Życie jest szansą - korzystaj z niej
Życie jest pięknem - podziwiaj je
Życie jest laurem - osiągnij go
Życie jest szczęściem - skosztuj go
Życie jest snem - uczyń z niego rzeczywistość
Życie jest wyzwaniem - sprostaj mu
Życie jest walką - podejmij ją
Życie jest przygodą - ośmiel się na nią
Życie jest zadaniem - wypełnij je
Życie jest grą - zabaw się nią
Życie jest drogocenne - strzeż go
Życie jest miłością - ciesz się nią
Życie jest smutkiem - pokonaj go
Życie jest hymnem - śpiewaj go
Życie jest tajemnicą - przeniknij ją
Życie jest obietnicą - wypełnij ją
Życie jest bogactwem - zachowaj je
Życie jest życiem - obroń je”.

3 komentarze:

  1. Leń,permanentny leń ;).Nawet po nosie się nie chce podrapać,nie mówiąc o pójściu do piwnicy po sok,bo przecież tam straszy;),a i zgwałcić mogą;).Kaszle,churchla,a syropu nie kupi:P.A Ty tak się mną nie przejmuj,mnie możesz tylko katarem zarazić,a nie złym humorem;).Niedługo Ci wyślę grę i będziesz grać,będziesz musiała przejść wszystkie misje i to bez kodów;)!A tak na poważnie to już niedługo to wszystko po Tobie spłynie,a ja powiem "a nie mówiłem";).Buźka:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ps.
    A kolację dziś też zjesz!I nie migaj mi się tutaj,bo ze mną nie wygrasz;).

    OdpowiedzUsuń
  3. ..., i pęknę, i amen, i po Adze :)

    Cały czas pozostaje mi ten cień nadziei, że wszystko dobrze się zakończy. Szkoda, że nachodzą mnie momenty, które przysłaniają tę nadzieję..., ale trzymam się tego, że może nie będzie tak tragicznie. Czekanie najgorsze.

    OdpowiedzUsuń