czwartek, 21 października 2010

Kolejny czwartek. Tak, jakby wszystko toczyło się wokół nich..., hm właściwie to się toczy. Pobudkę Salanee miała o godzinie 8, zacny głos W., postawił ją na nogi po kilkunastu minutach, później chirurg. Nic nowego się nie dowiedziałam - jak zwykle zresztą. Pozostaje czekać na to, co organizm sobie postanowi zrobić z tymi ranami. Gentamecynę nadal mam stosować, chociaż niby ona opóźnia gojenie. Dziwne, ale jak doktor nadal każe to będę jej używać.

Ostatnie dni, znaczy po komisji nie wpływały na mnie korzystnie. Jestem osobą, która martwi się, jeżeli coś nie jest klarowne. Nie mogę być pewna tego, czy dostanę tę rentę, dlatego humor mój nie był najlepszy, co dałam odczuć, bo nie umiem udawać, że jest ok, jak wcale nie jest. Po raz kolejny, udowodniliście mi, że nie jestem sama z problemami, że każdy z Was na swój sposób stara mi się jakoś pomóc. Kisioł - bardzo Ci dziękuję, że próbowałeś się czegoś dowiedzieć, że niby ma być wszystko dobrze. Wolf, o Tobie chyba nawet nie muszę mówić, bo Ty wiesz, jak mi pomagasz. Te małe rzeczy, udowadniają mi, że w najgorszych dla nas chwilach, nawet najmniejszy gest potrafi w człowieku wypracować odrobinę nadziei, że Wy musicie mieć rację w tym, co mówicie..., ja zawsze byłam ostrożna, wolę nie cieszyć się przed czasem, bo później mogę się gorzko rozczarować. Nie wiem, czy dostanę rentę - wierzę, że Wy wiecie to ode mnie lepiej. Muszę wierzyć, inaczej zwariuję. To jest straszne, kiedy człowiek nie może być pewny swojej przyszłości, kiedy jego życie uzależnione jest od jakiegoś zakładu. Szkoda tylko, że mnie przytrafił się ZUS - dobrze wiemy, jak oni są dla ludzi... Dlatego tak się boję.

Zawsze, kiedy siadam to bloga mam tyle myśli, które chciałabym tu przelać i kiedy otwieram edytora, wszystko wylatuje mi z głowy...

1 komentarz:

  1. Kochana, jestem z Tobą i wierzę, że wszystko się ułoży, trzymam za Ciebie kciuki

    OdpowiedzUsuń