wtorek, 26 października 2010

Zły czas trwa, smutny też. Jakbym była epicentrum tych wszystkich negatywnych emocji, które gdzieś tam sobie wiszą w otchłani czeluści. Męczę się ze sobą straszliwie, nie jestem w stanie wykrzesać niczego pozytywnego, a rzeczy dziejące się wokół, tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Martwię się. Dzisiaj mija tydzień czasu, jak byłam na Komisji Zusowskiej. Nie otrzymałam w związku z tym żadnych papierów, które mogłyby mi cokolwiek powiedzieć. Poza tym, co odebrałam bezpośrednio po badaniu: "Częściowo niezdolna do pracy" Za tydzień minie termin składania odwołania, a ja nie wiem, czego mogę się spodziewać... Chociaż z drugiej strony, to nie mam się też od czego odwoływać, bo przecież zasiłku rehabilitacyjnego mi nie wrócą, tam muszę rokować powrót do zdrowia. Przyszły poniedziałek jest dniem wolnym, więc czasu na zrobienie czegokolwiek coraz mniej. Niby mam czekać na pismo, ale czy aby na pewno ono przyjdzie? Tego, że mam czekać dowiedziałam się od osoby trzeciej, która co prawda pracuje w ZUSie, ale nie zajmuje się tym bezpośrednio... Nie wiem.

Pole walki też nie wypada najlepiej. Boli, nie jest to ładne, nie dzieje się nic.
Hasła typu: będzie dobrze - straciły na wartości.



1 komentarz:

  1. Kochana, nawet nie wiem co Ci napisać.. Mogę powiedzieć jedynie tylko tyle, że jestem z Tobą, mam nadzieję, że wszystko w końcu się ułoży.

    OdpowiedzUsuń