poniedziałek, 18 października 2010

Zimno, brrr. Cały dzień szarość panuje, człowiek wstaje, a wrażenie ma, jakby w ogóle się nie kładł i to noc dopiero się zbliża. Cóż, trzeba się przyzwyczaić do takiej aury. Dzień spożytkowałam drobnymi wyjściami. Sklep + fryzjer. Musiałam skrócić te moje włosy, bo nijak nie chciały się już układać. Zastanawiam się, jak kiedyś mogłam urzędować w długich fryzurach, jak teraz nad krótkimi spędzam tyle czasu w łazience. Odświeżyłam też swój kolor i teraz błyszczę leśną jagodą. Tak sobie patrzyłam dzisiaj w to lustro, widziałam swoje oblicze i wpadłam na pomysł, że odświeżę sobie kolejną dziurkę w uszku. Taki mały progres ku lepszemu - mam nadzieję. Kolczyk wyląduje w górnej części ucha tam, gdzie kiedyś już był, ale się stracił na jakiejś imprezie, dawno temu. Człowiek dziwaczeje na starość - wiem, ale ja lubię być inna. Kiedy już przełożę siły na zamiary, wybiorę się do apteki po igłę, a później... sruuu i ałaaaa :)

Jutro komisja lekarska, właściwie to pochodzę do tego na luzie, panuje wewnętrzny spokój, chociaż zdaję sobie sprawę, że dwa miesiące miną bardzo szybko i jak się nie zagoję to będzie ze mną bardzo źle. Bez podstawowych potrzeb, które posiadam, nie wyrobię, a te potrzeby zostaną zaspokojone wtedy, kiedy będę otrzymywała środki płatnicze, a jak ich nie będzie, to będzie marnie... O ile w ogóle mi ten zasiłek rehabilitacyjny przedłużą, mogę się przecież bardzo niemile zaskoczyć, wszak ZUS potrafi sprawiać takie niespodzianki... Wolę nie myśleć. Już sobie wyobrażam tę grobową minę orzecznika... Brrr...

Trzymajcie kciuki, będą mi jutro potrzebne...



Nasze Przebudzenie...

2 komentarze:

  1. Heh, czyżby nas obie dorwała jesienna deprecha? Życzę powodzenia na tej komisji, choć wiem, stres jest zawsze...

    OdpowiedzUsuń