Tak nie chciałam, żeby ten tydzień szybko zleciał, tak nie chciałam zbliżającego się czwartku, tak cieszyłam się, że mam jeszcze tyle czasu i nie muszę myśleć o tym, co mnie czekać będzie u chirurga. Od pewnego czasu, nie tylko plecy dają mi się we znaki, prawy jajnik też jakby za bardzo pracuje - sama nie wiem. Skurcze i kłucie - mam to praktycznie codziennie, chociaż już nie powinno tego być, bo ciężkie dni nastały. Bałam się, że przez to moje skromne jedzenie, mogę sobie coś zaburzyć, ale na szczęście przyszło w terminie, tylko ten ból..., nie jest normalny, nigdy nie miałam takich długich dolegliwości. Szukałam porady u Wujka G., ale on pokazał mi to, co u mnie nierealne, że często taki skurcz oznacza zagnieżdżanie się jajeczka w macicy..., a do ciąży, jakby nie było trzeba dwojga, więc u mnie odpada :D Zobaczę, jak będzie za kilka dni, jeżeli nie przejdzie, to znaczę się martwić. Na razie mam potworny stres przed jutrem, przed bólem, przed tym, co mnie czeka. Niby odważna i dzielna, a tak naprawdę w zderzeniu z rzeczywistością mała, szara, wystraszona myszka... Żeby tylko przeżyć to bez dużego bólu... Trzymajcie kciuki!
Przytulam Cię mocno, Salanee.
OdpowiedzUsuńTrzymaliśmy,trzymamy i będziemy trzymać!!! :)
OdpowiedzUsuń