wtorek, 2 sierpnia 2011


Troszkę czasu minęło od powrotu z wypadu „wakacyjnego”, wypadałoby w końcu coś skrobnąć z tego, co działo się przez dni kilka, poza województwem małopolskim…

Jak wiadomo, udało mi się w tym roku troszkę odpocząć. Cieszę się, chociaż dla mnie 4 dni to za mało, żeby nadrobić 3 lata, w których główny prym wiodła choroba. Ludzie mówią, tyle chorowałaś, odpoczęłaś za wszystkie czasy. Widać, nie mają pojęcia, co to znaczy zmagać się z paskudztwem, które eliminuje człowieka z życia w społeczeństwie, które wykańcza psychicznie i powoduje dystans do wszystkiego i wszystkich. Nie będę jednak tego tłumaczyć, bo co bym nie napisała tudzież nie powiedziała i tak nie spowoduję, że zmienią swoje myślenie – to trzeba przeżyć… (nie życzę nikomu). Ślady na psychice pozostaną chyba już na całe życie, bo nie da się zapomnieć…

Wracając do wypoczynku. W tym roku, wybrałam się wraz z Kisiołem, w rejon województwa dolnośląskiego. Dlaczego właśnie tam? Bo tak ;) Pogoda nie była do końca pewna, wiadomo, jakie lato mamy w tym roku, ale przecież nikt z nas nie zamierzał się  opalać, tak samo wyszliśmy z założenia, że krople deszczu nas nie rozpuszczą ;) Wyjechaliśmy w niedzielę, GPS zabrany z Corsy przydał się po drodze. Czasami można się pomylić mimo wskazówek, które daje Hołowczyc, ale przecież nie ma ludzi doskonałych i 600 m albo 1968, 50 stóp,  może w rzeczywistości znajdować się  bliżej, aniżeli nam się wydaje,  dlatego Kisioł przejechał zjazd na Nysę. Nic tam, zwiedziliśmy przynajmniej Grodków. Tak na marginesie, kiedy pracowałam w Opolu, obsługiwaliśmy całe województwo opolskie, m.in. Grodków (odbiór zepsutych telefonów), i zawsze wydawało mi się, że miasta, do których jeździ kurier są w rzeczywistości bliżej niż on mówił, że są. Po 3 latach przyznaję mu rację. Takie codzienne jeżdżenie mogło człowieka dobić a Grodków faktycznie jest daleko od Opola. Nie wspomnę już o Nysie, Paczkowie i innych miastach…  Do Lądka  przybyliśmy po jakiś 2,5 godzinach – telefon jednak cenna rzecz. Pogoda też nam sprzyjała, nie było upalnie, nie było zimno, było idealnie. Mnie pochłonęły widoki kiedy tylko dostrzegłam góry i zabudowania. Jak wiadomo, albo i nie - Lądek Zdrój jest to jedno z najstarszych w Europie uzdrowisk położonych we wschodniej części Ziemi Kłodzkiej (czyli dla mnie idealne miejsce, żeby pozbierać siły). Miasto leży w dolinie rzeki Białej Lądeckiej (wg. Kisioła idealna nazwa dla wódki), stóp Gór Złotych, będących częścią Sudetów. Dojazd do uzdrowiska biegnie przez Javornik - miasteczko czeskie w kraju ołomunieckim (powiat Jesenik) w cyplu jawornickim, na zboczu i u podnóża Gór Złotych. Moje pierwsze wrażenie, jakie odniosłam, kiedy wjechaliśmy do miasteczka było takie, że czas się dla mnie cofnął. Jeżeli ktoś z Was oglądał "Kobieta za ladą", albo "Szpital na peryferiach miasta", wie o czym mówię, a jeżeli nie, to po prostu wszystko wygląda tak, jak w powyższych filmach. Co ciekawego można było zobaczyć w Javorniku? Nad miastem wznosi się zamek Jansky Vrch, wybudowany jako letnia siedziba biskupów wrocławskich. Niestety, nie zdążyliśmy do niego wpaść. Moją uwagę szczególnie zwróciła grupa cyklistów... Od razu zaczęłam im zazdrościć tej przygody rowerowej. Tereny do jeżdżenia idealne, kiedyś tam wrócę, ale to już ze swoim rowerem na bagażniku. Nic mnie nie powstrzyma, rok to doskonały plan na zrealizowanie założeń. Po przekroczeniu granicy, ujrzałam inny, lepszy świat. Świat gór, przełęczy, szczytów i wolności tej nienamacalnej. Niezależności, której tak bardzo potrzebowałam. W Lądku znaleźliśmy zakwaterowanie, ale prawie codziennie odwiedzaliśmy  Stójków. Jest to wieś, która w latach 40. XIX została połączona na stałe z Lądkiem. Dlaczego akurat to miejsce? Ponieważ przebywali tam nasi wspólni znajomi ;)  I na początek to by było na tyle. Takie krótkie wprowadzenie ;) Niebawem ciąg dalszy...

3 komentarze:

  1. No to miałaś jednym słowem podróż w czasie i przestrzeni :) W dolnośląskim, wstyd się przyznać, byłam tylko dwa razy przejazdem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zim, a to był że tak powiem mój pierwszy raz ;) Ale polecam ci tam być, chociaż na dni kilka, naprawdę warto o ile lubisz biegać, skakać, latać, pływać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj latać to nie, bo mam lęk wysokości :) Ale uwielbiam za to historię i przyrodę, a z tego co wiem, to dolnośląskie jest idealne dla maniaków historii - i to od średniowiecza, do II wojny światowej :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń