wtorek, 19 października 2010

Dziękuję Wam za trzymanie kciuków, ale tak naprawdę jeszcze nic nie jest przesądzone, więc w wolnych chwilach możecie trzymać je dalej. W sumie to - nie wiem nic. Zasiłek rehabilitacyjny mogłam jeszcze otrzymywać przez 3 miesiące. W trakcie badania pani orzecznik powiedziała, że rany w takim stanie nie zagoją się przez ten określony czas, który jeszcze mi przysługuje... Zaczęłam się obawiać, co to może dla mnie oznaczać, w głowie kłębiły się różne myśli, nie myślałam, że tak to się może potoczyć... Kobieta po czasie powiedziała, że zasiłku nie dostanę, ale zostanie mi przyznana renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy, na okres 1go roku, gdzie niezdolność datowana jest na rok wstecz, kiedy to usuwali mi torbiel pilonidalną... Poryczałam się tam z bezsilności, z emocji, z poczucia braku jakiejkolwiek kontroli nad swoim organizmem. Tak naprawdę miałam nadzieję, że te 3 miesiące pozwolą mi wyzdrowieć w jakiś cudowny sposób, a orzecznik uzmysłowiła mi, że wcale tak nie będzie, że jest to nierealne, bo rany są brzydkie... Z gabinetu wyszłam w szoku, nie zdążyłam nawet odebrać należnych pieniędzy, które zwracają za dojazd na komisję. Czynne do 14, ale o godzinie 13:50 nikogo już tam nie było - świetnie 9,50 zł... I kiedy tak sobie szłam do samochodu, pojawiła mi się myśl, która występowała już w styczniu 2010... - brak okresów składkowych do przyznania renty, żeby ją otrzymać, musiałabym mieć 4 lata okresów składkowych i nieskładkowych... Ja przepracowałam w sumie 3 lata, z czego część była na 1/2 etatu okres składkowy, a wcześniej to Urząd Pracy - okres nieskładkowy - kilka lat i szkolenie, które trwało 2 miesiące - okres wychodziłoby na to, że składkowy. Nie wiem, jak ZUS sobie to wszystko policzy, według mamy mojego znajomego, która pracuje w ZUS-ie, nie spełnię wymogów. Świetnie! Nie rokuję powrotu do zdrowia - póki co i może też się okazać, że z tego tytułu nie dostanę nic i nawet te pieniądze, które mogłam otrzymywać jeszcze przez trzy miesiące, będą tylko wspomnieniem, bo ZUS mi nie przyzna już świadczeń, bo nie rokuję... NIE ROKUJĘ!!! Boże..., jak to brzmi. Jest to dla mnie straszna perspektywa, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć nic, jak mam żyć? Ech... Pani orzecznik chciała mi pomóc, nie ciągać już po komisjach, a może się okazać, że mi tylko zaszkodziła. Ona przecież nie wie ile ja mam przepracowanych lat... Pozostało teraz czekać, aż pocztą przyjdą dalsze wytyczne, co mam robić, czy coś się należy, czy nie... Do tego czasu, będę kłębkiem nerwów, będzie mi to spędzać sen z powiek, będę uciekać myślami..., jak ja tak nie lubię. Tak bardzo chciałabym wierzyć, że się uda, że te lata, co mam wystarczą do renty, że mam słuchać jak mówią do mnie starsi, że będzie dobrze, bo przecież nie może być inaczej. Tak bym chciała umieć zmienić swoje myślenie, ale nie potrafię, bo fakt, że mogę nie mieć nic jest dla mnie przerażający, tyle przecież kosztują mnie opatrunki, mam też swoje minimalne potrzeby, które mogły być zaspokajane do tego czasu, a teraz? Wiem, że w rodzicach mam wsparcie, ale prosić się ich o każdy grosz jest dla mnie poniżający... Chlip...

Z nerwów, ze wszystkiego mój brzuch już nie wydala...

3 komentarze:

  1. Niestety, a pieniądze podatników są wydawane w milionach na dosłownie pierdoły przez polityków... Jak kupuję chleb czy bilet na tramwaj, to w tej cenie jest parę groszy podatku i tak codziennie kupuję coś, co ma w sobie ten podatek. I tak każdy Polak. I do tego jeszcze podatki płacone "zwyczajnie". To ja się pytam - na co one są wydawane, skoro nie ma na to, co jest naprawdę potrzebne, jak choćby służba zdrowia czy renty?

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudny czas dla Ciebie. Ale nie poddawaj się, bądź dobrej myśli. Czasem trafiają się rozwiązania, na który nigdy byśmy nie wpadli. Pamiętam w modlitwie. :)

    OdpowiedzUsuń