piątek, 15 października 2010

Na spacerek mnie wysyłacie, co? Mnie, takiego zmarzlucha, który nie pamięta już, jak smakują ciepłe ręce, który ich ciepłoty doświadcza tylko pod prysznicem? Nie nadaję się panie dziejku do spacerowania, nie nadaję. Jedyne moje wietrzenie występuje, kiedy wychodzę z czworonożką, która sama dyktuje mi, jak daleko chce pójść. Tak, tak. Z nią nie ma łatwo, zaprze się i możesz waść ciągnąć za smycz, a nie ruszysz uparciucha. Nie ma znaczenia, czy zaparcie występuje na chodniku, czy też na środku drogi, która notabene jest uczęszczana przez inne samochody. Nie ma różnicy, czy częstotliwość występuje, czy też nie. Psica się zaprze i po spacerowaniu. Siła perswazji oczywiście jest po mojej stronie, wyższy i dwunożny w starciu z małym i czworonożnym, choć silnym - zawsze wygrać musi. Pogoda też pogorszyła się straszliwie. Pada - znów pada..., bez opamiętania. Zimno też jest. Żadnych dobrych rzeczy w związku z tym - nie ma... Zasnąć i obudzić się na wiosnę...

Czuję, że za niedługo trzeba będzie naoliwić moje części, bo się zużywają i myślenie negatywne znów występować zaczyna. Może jakoś zwalczę.


1 komentarz:

  1. Kochana no to ubieramy się cieplutko i ruszamy na dworek :)
    No i najważniejsze nie myślimy negatywnie :)
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń