Niedziela. Kolejna kartka z kalendarza wyrwana. Za tydzień, będziemy raczyli się ostatnim dniem miesiąca październik, i przejdziemy na czas zimowy, który to skróci nam i tak krótki dzień. Przedostania niedziela przywitała mnie słoneczkiem i temperaturą za oknem 13 stopni. Taka powinna być jesień - drzewa pod blokiem pożółkłe, część z liści leży już na trawie i czeka na sprzątnięcie... Wszystko się starzeje. Nie lubię tak, chociaż jest to nieuniknione. Nie mam jak korzystać z tych ostatnich błysków słońca, chociaż siedzenie w domu też ma swoje dobre strony. Psychicznie nie muszę się męczyć. Siedząc w pokoju, nie zastanawiam się, czy komuś coś będzie przeszkadzać, czy zwróci mi uwagę, czy zrobi dziwną minę, ale przy tym nic mi nie powie, bo grzeczność mu na to nie pozwoli. Jednak, brakuje mi takiej niedzieli, w której nikt nie zaszczyci mnie swoją obecnością. Nie chodzi tu o znajomych, bo Oni akurat, że tak powiem "dali mi spokój"... Dziwne, nie? Człowiek powinien brnąć do ludzi, a u mnie jest zupełnie na odwrót. Mnie oni strasznie męczą, nie mam z nimi o czym rozmawiać, nie jestem wdrożona w to codzienne życie, bo przecież ja i oni, to teraz dwa różne światy. Chciałabym tak przeżyć parę dni bez codziennych wizyt najmłodszego z członków mojego rodu, żebym nie musiała się zastanawiać. Tak bardzo nie lubię tego robić. Chciałabym nie być pod napięciem, czuć wewnętrzny spokój. Przez najmłodszą tego nie mam i nawet niedziela nie różni się niczym od pozostałych dni tygodnia. A, stała się codziennością, na którą nie do końca wyrażam zgodę. Chcę mieć swoje życie, móc decydować..., tutaj zostaję postawiona przed faktem dokonanym i nie mam na nic wpływu z jednej prostej przyczyny - nie mieszkam sama! Całe życie z rodzicami tylko dlatego, że to mieszkanie jest na mnie? Coraz mniej mi się ta opcja podoba, ale nie mam jak zmienić panujących realiów, albo inaczej - nie mam za co. Każdy człowiek w pewnym wieku chciałby jakiejś wewnętrznej stabilizacji, mnie teraz ona jest najbardziej potrzebna, a czuję, że tracę wszystko, co tam kiedyś osiągnęłam. A perspektyw póki co nie mam, i nie wiem czy w ogóle przyjdą. Co mi ten los jeszcze zaoferuje. Kiedyś dał mi dużo, ale teraz jakby mi to powoli odbierał.
Niedziela ma też swoje dobre strony, np. Ludzie Chudego i Spadkobiercy. Dla tych seriali, warto dotrwać do końca dnia, bo uśmiech na zakończenie gwarantowany. Polecam!
niedziela, 24 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ludzie są potrzebni, ale czasem samotność też. Jedno i drugie w nadmiarze szkodzi na nerwy, choć w sumie nie wiadomo co gorzej. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń