Ruszyłam z kopyta! Mimo, że było ciężko, zwlekłam się z samego rana z łóżka, i powędrowałam do lekarza rodzinnego celem pokazania mu tych moich powiększonych węzłów chłonnych pachwinowych. Byłam przygotowana na długie oczekiwanie w kolejce, bo do niego zawsze masa emerytów, ale doświadczyłam bardzo miłego zaskoczenia, gdy się okazało, że przede mną jest tylko troje ludzi i ja! Weszłam po jakiś 20 minutach do gabinetu. Doktor mnie zbadał i orzekł, że węzły są duże w pachwinach, z lewej więcej niż z prawej. Nie powinno tak być. Pomacał brzuch, obejrzał moje nogi pod względem tych tworzących się siniaków i kazał się ubrać. Dostałam skierowanie na cito - USG brzucha, morfologię, badanie moczu, itd. Nie ukrywał zmartwienia i powiedział, że ja to mam w życiu prawdziwego pecha. Póki co, mam się nie zamartwiać na zapas, chociaż takich węzłów nie powinno tam być :/ Zapytał od kiedy mam powiększone te węzły, gdy odpowiedziałam, że od maja, zdziwił się, że nie pokazałam tego wcześniej. Tylko, że kto by się tam węzłem przejmował, jak miał pokaźną ranę na plecach? I w sumie, ja myślałam, że to jest jakaś żyła czy coś... Kolejną rzeczą jest ta utrata wagi, 24 kg w 9 miesięcy, i cały czas chudnę. Jestem już na pograniczu niedowagi... Węzły szyjne nie są powiększone. Piorunem pobiegłam się zarejestrować na USG i mam badanie 31 sierpnia. Cieszy mnie to bardzo, że chociaż na jedną rzecz nie muszę czekać. Badania krwi + mocz zrobię jutro. Wynik odbiorę w tym samym dniu. Jeżeli dobrze pójdzie, do weekendu zdążę się do niego wybrać z wynikami. Staram się nie myśleć o niczym złym, chociaż mama postawiła mi już diagnozę. Ja wyłączam się na to jej gadanie, bo nie chcę tego słuchać. Robię wszystko, żeby nie myśleć, chociaż jakby nie było myśli same przychodzą, ciężko jest się nie martwić. Dlatego uciekam zaraz do Lalki, towarzystwo jest dla mnie najlepszym lekarstwem, byle do środy.
A ja życzę w takim razie przede wszystkim - św. Spokoju :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńO, dzięki! :D
OdpowiedzUsuń